
W zeszłym tygodniu pochwaliłam się Wam kolejną oswojoną przeze mnie zupą ale jakoś zapomniałam podzielić się przepisem, na który jak się okazało kilka osób czeka. Zacznę od tego, że nie lubię kwaśnego smaku, no nie cierpię po prostu, o ile surówkę z kiszonej kapusty lubię i ogórki kiszone same w sobie też, to kapuśniak i ogórkowa, która jest w następna w kolejce do zrobienia, są ostatnimi potrawami jakie bym chciała zjeść. Jak to w życiu bywa, nie jestem pępkiem świata, i o ile zmusiłam moją rodzinę do weganizmu , bo to ja gotuję!, to muszę im ustępować i gotować ich ulubione dania (w mojej wersji wege rzecz jasna). Mój kapuśniak przystosowałam do swoich kubków smakowych poprzez dodanie chińskiej kapusty pakchoi z mojego ogródka, która jak w poprzednim przepisie pisywałam w smaku przypomina kapustę pekińską, tyle że jest bardziej soczysta, więc jeżeli nie możecie dostać pakchoi to śmiało zastąpcie ją pekinką. ps. Zupa się udała, Miśki za jednym zamachem wciągnęły po dwie porcje każdy. Mi smakowała, a tu już mały krok do przodu 