Dostałem od Was łącznie 108 zgłoszeń i jeszcze więcej zdjęć, które mogłem z czystym sumieniem zakwalifikować do konkursu. Dowiedziałem się też, które przepisy zainteresowały Was najbardziej. Prym wiodły:
Leśny Mech (7 zgłoszeń),
Hummus zarówno
klasyczny jak i
z jabłkiem (5 zgłoszeń),
Pudding z nasion chia (4 zgłoszenia) i
Ciasto marchewkowe (również 4 zgłoszenia). Niestety nie obyło się bez drobnych oszust i kilku nagięć regulaminu, ale o niemiłych rzeczach nie będziemy mówić. Mam nadzieję, że wszyscy z Was dostali moją odpowiedź na zgłoszenie i nikogo nie pominąłem. Wybór zwycięzców był bardzo, ale to bardzo trudny i chcę, żebyście zdawali sobie z tego sprawę. Najchętniej nagrodziłbym każdego z Was, bo zobaczyłem, ile serca wkładacie w swoje przepisy, lecz konkurs to konkurs i ktoś musiał w nim wygrać. Jedno wiem na pewno — zasiadanie w jury i podejmowanie takich decyzji jest najtrudniejszą pracą świata! Koniec końców po wielu dniach podjąłem ostateczny werdykt i mam nadzieję, że nikt z Was nie będzie się czuł w żaden sposób urażony, że nie znalazł się w tej trójce, bo prawdę mówiąc długo się zastanawiałem pomiędzy wieloma propozycjami. Jako główne elementy oceny wziąłem pod uwagę: estetykę dania i jego kompozycję, interpretację przepisu oraz własną inwencję w jego przygotowaniu. Do każdego wyboru postanowiłem się ustosunkować i wpisać go jedną z trzech kategorii.

WYRÓŻNIENIE
Mimo że nie było tego w planach, to postanowiłem również przyznać osobiście jedno wyróżnienie. Zasłużyła na nie Maja Folek, która zdobyła moje serce swoją pozytywną energią i zapałem do gotowania potraw z mojego bloga. Maja pokusiła się nawet o napisanie
Ody do kuchmistrzowskiego "kwadratu", którą pozwoliłem się z Wami poniżej podzielić. Wiersz dotyczy "oszukanych"
Pulpetów z kaszy jaglanej w sosie pieczarkowym z sałatką z buraczków, których zdjęcie możecie zobaczyć poniżej.
Historia to taka, mam z urodzenia zapał górniczy i wszystko palę podając zwęglone dania
a każda patelnia jest co "wyciepania"!
Więc wybrałam wrocławską opcję bezpiecznego dania BHP
by straż pożarna nie musiała pacyfikowac mnie- itepe.!
Ja "bito hanyska", czyli rdzenna, śląska dziewoja podjełam się takiego oto znoja:
Niejaki Łukasz z polskiej, a tez śląskiej niwy namywyślał dania, istne dziwy.
Toteż wybrałam skrzętnie i apriorycznie, nie jakby kto myślał kluski ale inne niebotycznie
- ....Danie wszak, z wyglądu myślałam ja - tradycyjne że hej!
Lecz kiedy doszło do konsumpcji - był wrzask (zrobili mnie w konia)- OJEJ!!
Więc przejęta gromadze składniki jak ów Food 2 przykazał,
Choć dotąd nikt za wysiłki mnie nie nagradzał.
Jaglaną kaszę dziewiczo podgrzewam i jak kazał kuchmistrz to się spodziewam, ot i woni Fakt, piękna ona, jużem zachwycona.
Woń owa z kategorii kojących, dzieciństwa zapachu krainy, łagodno-maślana,
usypiająca jak dobrotliwa mama.
Nic jednak tak mnie nie ucieszyło jak to, że się kucharz nade mną zlitował
i pozwolił kasze rozgotować.
Nic tak dobrze mi nie idzie, jak palenie i rozgotowywanie,
Jakże to wykwintnie że me wady będą oto mieć praktyczne zastosowanie!
- Natenczas gdy Majchrowski zadął na rogu!
(A o dziwo, u Majki jeszcze nie było niepokojącego, w kuchni smogu...)
Zabrałam się ja do mordowania buraka za pomocą obieraka.
Następnie mój zapał klęknie- nie mam do buraka wegańskiej omasty!
A na pohybel! Będzie zwykłej "12tki Krasnegostawu"-śmietanowej pasty:)
Boć to i ja nie w pełni wegańskie jestem nasienie, chociaż jadam z łąki obiady
to jeszcze zasłużenie... zdarza mi się jeść kuraka, a dla mojego organizmu to nie draka:)
Na koniec pieczarka- myślę zrobię profesjonalnie i na sucho obetrę by nie napiła się wody,
by nie straciła z giętkości i nie sflaczała... jednak Łukasz miał racje, ja znów wiedzą mała....
bo i na cóż mi giętka pieczara, skoro ma właśnie sflaczeć w oparach:)
Na rowerze pojechała po dziwny sos sojowy po drodze celebrując widok krowy.
Doprawiła wszystek i z piwnicy dobyła trzy zwęglone patelnie
które wyszorowała szlifierką kątową z szczotką stalową szczelnie!
Podpiekam to, ze szczęścia kwilę, że to Górny Śląsk- dolnemu się choć na chwilę...
Oddaje hołd potrawowy:) i szykuje wspólne miksów, przyjazne zmowy.
Chociażem szóstkę z rzeźby miała to jednak trud orzecha jaglanego formować bez mała.
Jednak gdy wszystek już gotowe a dzień zajęło cały.Wieś już zasnęła spokojna że nie będzie dymu i pożaru wojna... toż wtedy... pozwoliłam sobie mój jamochłon ugościć i zaprosić kolegę w gości na strawę - pierwszą nie spaloną, nie tradycyjną a urozmaiconą:)
A to dlatego że do dziś po nocy nie śpię, na wspomnienie smaku sosu sojowego,
w śląskiej prostej kuchni mi przecież nieznanego.
Fantazjuję o owym egzotycznym smaku, nawet w domowym hamaku.
Więc kiedy barwy piękne, od kuli złocistej jaglanej po burak kubistyczny poukładałam
....mało się ze szczęścia nie popłakałam i nie posmarkałam.
Wkładam (nie na łopacie drogi bracie:) ale na widelcu do buzi to westchnienie i jakie pierwsze me wrażenie?
Kula złocista, wdzięczna, wręcz niesłodko zdaje się miodna- jesteś Ty "Jagło" -niezawodna.
Więc uszczknę kuli jaglanej wraz z magicznym sosem, no tej łagodności z tajemnicą na końcu mam już, już! Pod nosem! I.... poszło! Powoli i celebrycko w otchłanie mego jamochłonu,
a kubki smakowe nie szukają schronu tylko kwilą cicho o jeszcze,łagodności i tajemnicy przechodzą mnie dreszcze.
Myślę już jestem zachwycona a jeszcze buraczanej pasty, musi ma buzia posiąść kasty.
Buraczki z szarlatańską cebulą co się barwą wplotła przebiegle, obudziła mnie swą ostrością i przypiekła potrzebnie by po pierwszej niwie polskiej łagodności sosu i jaglanych włości nie uśpić się rozmarzona.Tak więc serce kołacze i jestem urzeczona!
Danie wyglądało tradycyjnie a tu w treści na języku wyprawia figle atrakcyjnie!
Niby to złoto -umajona kulka słoneczna jagły, poprzez sos pieczarkowy
który zwiódł mnie w tajemnicy alkowy poprzez sądzę sos sojowy.
Jestem pełna zatem, tajemniczego rozlubowania i poszukiwania
w kubkach smakowych tych nie znanych mi części,
utajonych w pozornie przewidywalnym sosie pieczarkowej treści.
Coś wspaniałego a i baty pasty z buraka w cebuli pięknej ornatach.
A całość dania do obłędu i zachwytu tak sprytnie wzniecana,
co rusz koperkową wonią narodzin i wiosny.
W tych akordach świeżości jak masz nie gotować Łukaszu radosny?
Pozwoliłam sobie w dekoracji się sprzeciwić i dodać listek avokado,
którego w niewielkich ilościach można jeść kolego a i też do kaszy dodałam
drobno siekaną pokrzywę, wcześniej ciut sparzaną a przez mnie energetycznie ukochaną.
Pod skromną powłoką tradycyjnych marzeń- danie to dostarcza etiudy mocnych wrażeń
Wznieceń i zdziwień pełna paleta.Dla mnie nieboskłon i pełna podnieta:)
Widzę teraz jasno że miast ziemniaka kultowego można słońca Jagły zapodać pięknego.
I że zamiast palić strawy - warto nauczyć się z Majchrowskim stosować przyprawy!
Miksowanie z Łukaszem, do kwadratu mnie radością ładuje.
Od dzisiaj Twoje dania co tydzień serwuję!
*