Powinnam zacząć od tego iż nałogowo słucham radia,
słucham gdzie się da czyli prawie na okrągło. W samochodzie, przy komputerze, zawsze i wszędzie wolę radio niż TV. A w kuchni to już jeden wielki nałóg.
I podczas jednej z takich uczt dla uszu trafiłam na audycję gdzie pani/pan ( nie pamiętam) powiedział że....robi mielonkę w kartonie.
A to mi się spodobało, postanowiłam i ja.
1,20 mięsa z udek kurczaka
2 ząbki czosnku
3/4 łyżeczki soli
1/3 łyżeczki czarnego pieprzu
1/3 łyżeczki cukru
łyżka majeranku
1/3 szklanki wody
3 łyżki żelatyny
karton po mleku lub soku
kawałek folii spożywczej
Mięso bez skór i tłuszczu oddzielamy od kości, a następnie kroimy dość drobno. Można zmielić w maszynce, ale jak dla mnie więcej tego mycia później niż mielenia.
Ale jak kto woli, można i zmielić.
Dodajemy do mięsa rozgnieciony czosnek, resztę składników o mocno ubijamy. Chodzi o to aby mięso zrobiło się kleiste.
Z kartonu odcinamy górną część, płuczemy a następnie nakładamy mięso. Trzeba dość mocno ubić, aby nie było pustych miejsc, karton trochę zmieni kształt ale to nic. I tak go( mięsa) później ubędzie, a karton z prostokąta zmieni się w owal.
Przykrywamy folią i odstawiamy do lodówki na co najmniej dwie godziny.
Po czasie leżakowania wstawiamy do wysokiego garnka, tak aby 3/4 karton był zanurzony w wodzie. I choć mięso jest opatulone folią, dobrze jest jeszcze przykryć od góry. Ja użyłam do tego niedużego rondelka, średnicą pasującego do garnka z wodą.. Gotujemy wolno około 2 godzin. I później bez przenoszenia, zostawiamy do całkowitego ostygnięcia, najlepiej na noc.
Ja za pierwszym razem chciałam wyjąć i karton się uszkodził, a cała galaretka sobie popłynęła. A więc cierpliwości.
Wędlinka wyszła pyszna, delikatna aromatyczna, bez specjalistycznych urządzeń,wymyślnych pracochłonnych przepisów i zbytecznych dodatków.