Maj choć powitał nas chłodno i kapryśnie,
to sam w sobie ma jakiś urok, mimo że niewiele inny
niż koniec kwietnia, to jakoś lepiej się kojarzy.
A może tylko ja tak mam?
Chyba podświadomie ten maj się idealizuje, że on lepszy i fajniejszy,
choć czasem wcale tak nie jest.
I właśnie na taki majowy, czerwcowy itd... weekend,
mam coś co można przygotować nawet w większej ilości,
bez zbędnego zachodu.
0,5 kg wątróbki drobiowej
0,5 kg chudego wędzonego boczku
łyżka majeranku
sól i pieprz do smaku
sok z jednej pomarańczy
0,5 szklanki piwa
łyżeczka oleju
Oraz:
jakieś warzywa jako dodatki
wykałaczki
Boczek kroimy w cienkie plastry.
Czyste wątróbki dzielimy na takie kawałki, aby można je owinąć boczkiem.
Zazwyczaj z jednej wychodzą dwie ładne, jednolite cząstki.
Każdą taką wątróbkę kładziemy na pasku boczku i szczelnie zwijamy.
Spinamy wykałaczką aby się nie rozwijało i układamy łączeniem do spodu.
W naczyniu mieszamy sok z piwem, w takiej mieszance
moczymy mięso co najmniej dwie godziny.
Zimną patelnię przecieramy olejem, układamy wątróbkę z boczkiem
i wolno podgrzewamy. Zaczynając od strony z łączeniem.
Gdy się tam już zarumieni i zasklepi, można wyciągnąć patyczek
aby móc swobodnie obracać i obsmażyć z każdej strony na rumiano.
Obsmażone mięso podlewamy marynatą i dusimy pod pokrywką.
Gotowe mięsko zdejmujemy niech sobie odpocznie,
a my na to co powstało w trakcie smażenia
wsypujemy ryż. Celowo nie podałam ilości, bo to zależy dla ilu osób,
lub na jakie apetyty potrawa jest szykowana.
A więc ryż podsmażamy na patelni, następnie podlewamy wodą ( lub rosołem),
sypiemy majeranek i dusimy ( pod przykryciem) do miękkości.
Na koniec ostatecznie doprawiamy. Można też dodać kawałki pomidora,
jarmużu, korniszona co tam kto ma i lubi.
I to tyle w temacie przygotowań.
Nie jestem fanką wątróbki, ale w tym wydaniu ona
wcale nie smakuje jak wątróbka.
Mimo małej ilości przypraw całość nabiera intensywnego, ciekawego smaku
który nic a nic nie przypomina podrobów.