Im chłodniej robi się za oknem, tym częściej sięgam po potrawy ze wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Mieszańcy tego regionu są mistrzami dań pełnych aromatycznych przypraw, które wspaniale rozgrzewają. Cynamon, imbir, gałka muszkatołowa, pieprz, papryczka chilli - ta fantastyczna mieszanka znalazła się w mojej dzisiejszej propozycji, libańskiej potrawie fatteh.
Fatteh w języku arabskim oznacza pokruszony lub okruszki, ponieważ jego podstawą jest czerstwy chlebek pita, którego nigdy się nie wyrzuca, tylko łamie na kawałki, polewa oliwą i opieka. Istnieje bardzo wiele wersji tego dania, przygotowywanych nie tylko w Libanie, ale także w pozostałych krajach Lewantu. W najprostszej, jadanej na śniadanie, pokruszony flatbread podaje się z ciecierzycą, jogurtem typu greckiego oraz oliwą. Popularny jest również wariant z jagnięciną.
Ja oczywiście pokusiłam się na wersję wegetariańską, z pieczonym bakłażanem, pomidorami i ciecierzycą. Nie miałam akurat chlebka pita, więc zwinęłam w rulon pszenną tortillę i pocięłam na paseczki, otrzymując po opieczeniu chrupiący "chrust". Powiem Wam, że mimo chłodniejszych dni, nie brakuje mi mięsa (to już 9 miesięcy na diecie wege!), właśnie dzięki takim potrawom jak
fatteh. Danie jest sycące, rozgrzewające, aromatyczne i przede wszystkim pyszne. Ma w sobie wszystko, czego oczekuję od potraw jesienią. Serdecznie Wam je polecam!