Dziś jakoś nie mam weny na wstępniak. To chyba przez pogodę, która powoduje u mnie wczesną fazę depresji. Jedynym małym plusikiem jest to, że siedzę w domu, nic nie robię i nie mam z tego powodów wyrzutów sumienia. W strefie umiarkowanej ludzie mają jakieś super ambicje, gdy jest piękna pogoda. "Trzeba to wykorzystać" - zawsze powtarza mi mama, która próbuje mnie przekonać na wyjazd nad jezioro. To jest chyba taka nasza przypadłość. A teraz? Nic nie robię i tłumaczę moje lenistwo brakiem pogody. Wspaniale, co nie ? :)
Na poprawę humoru przygotowałam sobie na obiad cannelloni. Było świetne i (jak nigdy) makaron był miękki! Tyle szczęścia w jeden dzień.
Teraz tylko czekać aż upiekę zakalec w ramach rekompensaty :)
7 rurek makaronu
pół opakowania szpinaku zamrożonego
parówka sojowa
60g tofu
przyprawy
łyżeczka ulubionej musztardy
PonadtoPrzyprawiony wedle własnego uznania sok pomidorowy
Szpinak rozmrozić w rondelku, przyprawić i odcedzić na sicie. Tofu i parówkę sojową pokroić na małe kosteczki i wmieszać do szpinaku. Makaron nafaszerować, włożyć do naczynia żaroodpornego i zalać sokiem. Jeśli sos nie przykrywa w 3/4 makaronu, dolać wody. Naczynie przykryć i włożyć do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piec przez 15 minut.


