Stało się! W Toruniu powstała nowa restauracja wegetariańska! Ktoś musiał w końcu wpaść na ten pomysł i, co ważniejsze, wcielić go w życie, bo toruńska pustynia wegetariańska, z jedną malutką (acz przepyszną) Karrotką, aż prosiła się o miejsce proponujące ciekawą alternatywną ofertę kulinarną.
Restauracja Ciasna, bo o niej mowa, to absolutnie przeurocze miejsce, które urzeka prostym, acz eleganckim wystrojem, miłą obsługą i okienkiem, przez które można podglądać pracę kucharza. Nazwa miejsca z jednej strony nawiązuje do pobliskiej ulicy Ciasnej, mieszczącej się tuż za rogiem, z drugiej zaś - nie sposób nie dostrzec analogii dotyczącej wielkości samej restauracji. Rozmieszczenie stolików pozwala jednak na swobodne przemieszczanie się po sali, mam natomiast pewne obawy, co to będzie jak lokal zyska większą rzeszę fanów. Byłam kiedyś w Cork w mikroskopijnej wielkości wege barze lyer's, gdzie były raptem trzy stoliki, jak rozeszła się fama, że podają tam dobre jedzenie, ciężko było się wcisnąć. Zdaję sobie również sprawę z tego, że otwieranie wege restauracji w takim mieście jak Toruń obarczone jest pewnym ryzykiem; na początku trzeba wyczuć grunt i zobaczyć jak to wszystko się przyjmie, a w takim wypadku pewnie lepiej zainwestować w mniejszy lokal. Tak czy inaczej, właścicielom Restauracji Ciasnej życzę, żeby mieli tylko tego typu problemy i martwili się jedynie gdzie upchnąć wygłodniałych klientów :)
Menu restauracji nie jest zbyt rozbudowane i prezentuje się następująco: Niestety nie ma oznaczeń przy daniach wegańskich, jednak pani kelnerka chętnie (i z wielką dozą cierpliwości) odpowiedziała na wszelkie pytania (na niektóre nawet dwa razy :P). Z tego co zapamiętałam, wegański jest gulasz i bruschetta, można poprosić o wegańską wersję hamburgera oraz zupy. Tym razem zdecydowaliśmy się jednak w większości na dania wegetariańskie, wegańska była jedynie zupa pomidorowa z soczewicą.

Od samego początku czeka nas miła niespodzianka - 'czekadełko', w skład którego wchodzi kilka kawałków bagietki i miseczka pasty z ciecierzycy. Znam to uczucie, kiedy już po przeczytaniu menu ślinka cieknie do samych kolan, a przecież często trzeba czekać od kilkunastu do kilkudziesięciu minut na podanie zamówionych potraw, zwykle pośród dobiegających z kuchni zapachów i widoku pełnych talerzy na sąsiednich stolikach. Taka przekąska jest bardzo sympatycznym gestem ze strony właścicieli i zdecydowanie umila czas oczekiwania na posiłek.

Na pierwszy ogień idzie gęsta zupa pomidorową z soczewicą. Gorąca, aromatyczna, jednak, jak dla mnie, zdecydowanie niedosolona. Oczywiście nie jest to żaden problem - solniczki są dostępne, każdy może doprawić według własnego gustu. Po chwili jedzenia coś mi jednak zaczyna zdecydowanie w tej zupie przeszkadzać - to kuleczki kolendry, których w zupie jest baaaardzo dużo. Na każdą łyżkę zupy przypadały po dwa-trzy takie nasionka, niestety dla mnie trochę za dużo. Bardzo lubię kolendrę, uzżwam jednak jej mielonej wersji. Rozgryzione ziarenka mają według mnie zbyt intensywny smak, tłumią wszystko wokół - zupełnie jak rozgryzione przypadkiem ziele angielskie. Jestem ciekawa czy inni goście restauracji mają podobne odczucia, teoretycznie większość ludzi lubi mniej wyraziste smaki, może warto by było podpytać o opinie. Niemniej jednak - ciekawa zupa, z fajnym potencjałem, szkoda by było, gdyby ludzie się do niej zrazili.
Po zupie przychodzi czas na dania główne - najpierw hamburger gryczany w wersji z serem, dodatkami i sosem musztardowo-malinowym! Burger jak dla mnie za bardzo 'kaszany', jednak sos musztardowo-malinowy zdecydowanie wymiata! Bardzo fajny pomysł, uwielbiam niekonwencjonalne sosy w burgerach i za to ode mnie bardzo duży plus! Razić może też zwykła kupna bułka hamburgerowa, może warto byłoby umówić się z jakąś piekarnią na dostarczanie 'porządniejszego' pieczywa. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że ludzie byliby w stanie zapłacić za takiego hamburgera złotówkę więcej, byleby dostać zdrowszy zamiennik dmuchanej buły.


Drugie danie główne to kotleciki warzywne. Dobrze jest chodzić na obiady we dwójkę, można wtedy spróbować dwa razy więcej rzeczy :) Tym razem były to kotleciki marchewkowe, lecz od pani kelnerki dowiedzieliśmy się, że planowane są różne rodzaje tego dania i następnym razem mogą to być na przykład kotleciki cukiniowe. Danie wygląda absolutnie przepysznie (już wchodząc do restauracji widziałam je na talerzu innego gościa i od razu wiedziałam, że muszę spróbować!) i smakuje równie dobrze, szczególnie z dodatkiem serwowanych do niego sosów - tzatzików z koperkiem i czegoś w rodzaju pomidorowej salsy (oba bardzo dobre). Same kotleciki to tarta marchewka połączona ciastem naleśnikowym (bądź podobnym) i doskonale uzupełniona dodatkiem imbiru. Moim zdaniem kotleciki mogłyby być nieco bardziej słone, bo mam wrażenie, że w tym przypadku sól w ogóle pominięto. A może to celowy zabieg, żeby było zdrowsze?

Do obiadu raczyliśmy się dodatkowo kompotem (3 zł) i koktajlem owocowym z banana, pomarańczy i pietruszki (6 zł). Bomba witaminowa! Bardzo lubię koktajle z dodatkiem natki pietruszki i często sama robię takowe w domu - jest to dla mnie najprzyjemniejsza forma podania tej zieleniny :)
Ogólne wrażenia bardzo pozytywne: przyjemny wystrój (krzesła zrobione z klęczników!), przepiękna fototapeta przedstawiająca ulicę Ciasną, miła obsługa, ładna dekoracja dań, smacznie, nie za drogo (w sumie zapłaciliśmy 39 zł, a wyszliśmy objedzeni) no i powiew świeżości na toruńskim rynku gastronomicznym. Wrócimy. I to nie raz!
 |
| Prawie jak na prawdziwej Ciasnej :) |
Przydatne informacje:- Restauracja Ciasna,
ul. Podmurna 17, Toruń
- godziny otwarcia: 10:00-20:00