Porzucona przez męża i nieco rozbita przez hormony towarzyszące menopauzie Irena na wiejskiej drodze gdzieś koło Barlinka potrąca kobietę. Jej wygląd wzbudza zainteresowanie kobiety, jej słowa wydają być się umiejscowione na pograniczu realizmu i magii. Irena chce mocniej przyjrzeć się kobiecie, lecz ta po wypadku zupełnie traci świadomość.
Irena za wszelką cenę pragnie dociec kim jest ta kobieta, której sylwetka nie daje jej spokoju. Jest przekonana, że życie Ruty jest z nią mocno powiązane.
Sama Ruta zdaje się opuszczać realny świat spowity w troskach teraźniejszości i przeszłości. Miejscowi uważają ją za dziwaczkę, Irena dostrzega w niej indywidualistkę. Jest w Rucie coś magicznego, wyjątkowego. Jej osobowość przenika do głębi czytelnika. Już samo imię wiele mówi o właścicielce. Sięgam właśnie pamięcią do "Prawieku" Olgi Tokarczuk - tam też pojawiła się Ruta, choć nieco inna, to w pewnym względzie podobna.
Irena podąża głosem serca do szpitalnej sali, gdzie wciąż nieprzytomna przebywa Ruta. Przy jej łóżku zastaje rodziców Anzelma i Esterę - jak się domyślacie Żydów z pochodzenia. I właśnie w tym momencie akcja książki cofa się do lat wojny, gdzie rodzice Ruty zmagali się z okrutną codziennością. W niewielkich rozmiarowo rozdziałach ukazana jest historia ludzi zastraszanych i poniżanych, skazanych na ukrywanie się i akceptację swojego pieskiego życia. Anzelm walczył o Esterę, która choć młoda coraz bardziej podupadała na zdrowiu. Aż w końcu uratował jej życie, chwytał się nadziei, że jeśli uratuje ją, to jest szansa, że uratuje też siebie. Z tej walki zrodziła się miłość - już dojrzała, już codzienna, taka, której strzała amora nie potrzebna. I z tej codzienności narodziła się Ruta.
Jeśli już zostałam przy Tokarczuk myślami, to nie sposób porównać powieści Iwony Zytkowiak do klimatu książek mojej ulubionej autorki, choćby do Domu Dziennego, Domu Nocnego.
Powieść "Świat Ruty" odgrywa z każdą kartą mistyczne zakamarki. Choć początkowo wydaje się, że powieść jest tylko mgłą, siecią rozważań filozoficznych, które wplata delikatną fabułę, to jednak z każdą stroną pojawiają się nowe elementy. Wraz z Ireną tworzymy wspaniałe puzzle o trafnym pejzażu: na pierwszym planie codzienność, życie, które przeplata świat przeszłości i tego, co dziś. W tle osnuta magicznym woalem świadomość, jaką kreuje w swoich myślach Ruta.
Iwona Żytkowiak skroiła powieść idealną. Rewelacyjnie wpisuje się w nurt realizmu magicznego. To książka o odnajdywaniu siebie, o poszukiwaniu utraconych spraw, w których odnalezienie ich nie wydaje się być rzeczą najważniejszą w świecie.
Świat Ruty, Iwona Żytkowiak
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2016
Moja ocena: 9/10
- Po przeczytaniu tej książki zyskałam 1,9 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 83,2cm Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.plMam dla Was również konkurs na FB, w którym możecie u mnie wygrać tę oto książkę - a warto!
KONKURS NA FB