Mamy pod Warszawą zaprzyjaźnioną działkę, właściwie to nie działka, to Tajemniczy Ogród! Właściciel kupił ją wiele lat temu, żeby zbudować na niej dom, a potem doszedł do wniosku, że jednak nie potrafi wyobrazić sobie życia poza miastem i stracił dla działki zainteresowanie.

Wiedząc o naszej słabości do zieleni, dał nam klucz od furtki z prawem wpadania na działkę kiedy tylko nasze dusze tego zapragną. Kiedyś na działce stał mały domek, teraz pozostał po nim tylko dołek. Wszędzie są jednak ślady agrokultury. Za pierwszym razem, a było to kilka lat temu w październiku, odkryliśmy orzechy włoskie, jabłka, małe cierpkie winogrona, obsypany owocami krzew pigwowca oraz gigantyczną kępę marcinków. Wiosną następnego roku prawdziwych odkryć dokonała moja mama! Okazało się, że Tajemniczy Ogród był w bardzo przemyślany sposób zaprojektowany, tyle że zarósł i zdziczał. Kępy zielonych liści, które podejrzewaliśmy, że są konwaliami, okazały się czosnkiem niedźwiedzim (alium ursinum). W ten sposób ta niezwykła roślina znalazła się w naszym życiu!
 |
| Liście czosnku niedźwiedziego są bardzo podobne do liści konwalii. Pomyłki nie są wskazane, bo konwalia jest trująca, ale roztarcie listka rozwiewa wątpliwości, bo czosnek niedźwiedzi pachnie... CZOSNKIEM! |
Od wieków znany jest w Azji - bardzo chętnie stosują go Chińczycy. Niegdyś popularny był bardzo w całej Europie, a teraz uprawiają go Austriacy, Francuzi, Szwajcarzy i Niemcy. Czy obywatele wymienionych krajów to potwierdzają? ;o) Jecie czosnek niedźwiedzi?
Czosnek niedźwiedzi ma tyle zalet, że powinien znaleźć wyznawców także w Polsce! My już zaimplementowaliśmy cebulki na żuławskiej wsi i czekamy na rozwój plantacji! Czosnek niedźwiedzi rośnie w Polsce także dziko, zwłaszcza na południu w bukowych lasach. Trzeba pamiętać, że na mocy rozporządzenia Ministra Środowiska z 5 stycznia 2012 roku jest pod ochroną, co oznacza, że jeść można tylko ten wyhodowany w ogrodzie.
 |
| Jedno ze stanowisk czosnku niedźwiedziego pod mirabelką. |
Czosnek niedźwiedzi jest jedną z pierwszych roślin, jakie pojawiają się wiosną. Podobno wybudzone z zimowego snu niedźwiedzie raczyły się liśćmi czosnku - stąd nazwa. Ma z grubsza takie same właściwości jak czosnek pospolity (allium sativum), ale w pewnych kategoriach bije go na głowę. Ma pięć razy więcej związków siarki i jest uznawany za najbogatszą w ten minerał roślinę w Europie. Związki siarkowe aktywują enzymy odpowiedzialne za odtruwanie organizmu z pestycydow, metali ciężkich, i innych toksycznych związków. W dzisiejszych czasach bardzo praktyczne działanie!
 |
| Decydując się na uprawę czosnku, trzeba pamiętać, że radzi on sobie w terenie bardzo dobrze i ma skłonność do dominacji. Tu o przetrwanie walczy pierwiosnek. |
Inna substancja o prawdziwie cudownych właściwościach, której czosnek niedźwiedzi ma aż 20 razy więcej niż inne gatunki czosnku, to adenozyna. Najprościej rzecz ujmując ma ona właściwości witamin A, C i E oraz selenu i jako taka wpływa korzystnie na układ krwionośny, przeciwdziała chorobom nowotworowym oraz pełni rolę naturalnego antybiotyku, zwalczając bakterie.
Do tego wszystkiego nie skutkuje krępującym oddechem(!!!!!), a więc nie dyskwalifikuje towarzysko. I co nie bez znaczenia, jest bardzo smaczny! Taki liść z charakterem! Nasi przyjaciele, z którymi widzieliśmy się akurat dzień po czosnkobraniu i zostali obdarzeni bukietem liści, już następnego dnia sms-owali, że wraz z dziecięciem spożywali z zadowoleniem do kanapek i sałat!
 |
| Zanim stanie się sałatą, jest bukietem! |
No właśnie! Jak te liście zjadać? Właściwie na wszystkie sposoby, jakie komu przyjdą do głowy! Najwartościowszy jest oczywiście na surowo czyli w sałatach (ja zbieram małe, młode listki, więc dorzucam całe), fantastycznie pasuje do twarożków - wystarczy posiekać i wymieszać! Pasuje do każdej zupy! Wspaniale podnosi smak każdej kaszy! Dodawany oczywiście po ugotowaniu! Można przygotować jak szpinak czyli zblanszować, dodać trochę oliwy, soli i pieprzu! Dodatek czosnku nie jest już konieczny ;o)
PESTO
Ja robię pesto, ale takie trochę oszukane, bo nie dodaję parmezanu, a zamiast orzeszków pinii dodaję orzechy włoskie, pistacjowe lub migdały. Sera nie dodaję ze względów kalorycznych. Wykonanie jest banalnie proste.
Orzechy lub migdały trzeba zmielić na bardzo drobno w blenderze. Wczoraj użyłam orzechów włoskich, ale uwaga - zmielone skórki orzechów dają gorzkawy posmak, czego nie czuć jak się zjada wyłuskanego orzecha w całości. A więc jeśli komuś to przeszkadza, radzę użyć pistacji albo migdałów (sparzonych i ze zdjętą skórką). Inna sprawa te skórki z orzechów włoskich mają sporo cennych substancji więc może warto polubić!
Gdy orzechy są już zmielone w blenderze, wrzucam pokrojone liście czosnku i wlewam kilka łyżek oliwy. Trzeba zaczynać na wolnym biegu, bo nóż lubi się zatykać, ale wówczas należy obficiej chlusnąć oliwy i pięknie się miksuje. Pesto doprawiam sokiem z cytryny (wczoraj wcisnęłam z połówki), solą i pieprzem. Po przełożeniu do słoika koniecznie trzeba nalać oliwy, żeby pokrywała powierzchnię - chroni to przed pleśnieniem. Tak przygotowane pesto można trzymać w lodowce około dwóch tygodni.
Dziś u nas towarzyszyło makaronowi przy akompaniamencie podduszonych z cebulą boczniaków!

Następny zbiór czyli jak tylko uda nam się wyrwać z Warszawy na kilka godzin, pójdzie do zamrożenia. Umyte i wysuszone liście trzeba posiekać, wsypać do pojemnika i ukryć w zamrażarce. Mrożenie ma o tyle sens, że po przekwitnieniu, co następuje pod koniec maja, liście stają się twarde, młode nie rosną już tak chętnie, a w lipcu całkowicie obumierają, więc wyżerka się kończy. Choć nic nie stoi na przeszkodzie, żeby cały czas podbierać cebulki. Ale cieszmy się czosnkiem niedźwiedzim póki jest! I niedźwiedzią krzepą, czego wszystkim życzę najbardziej!