Tak jak już mówiłam, nie jestem z tych, co bez zupy nie mogą przeżyć. Ale, ale... Jeżeli chodzi o zupę kalafiorową z lanymi kluseczkami, to już taka pewna bym nie była, jakości tego żywota. Moje życie byłoby jakieś takie mizerne, gdybym nie mogła raz na jakiś czas, a w sezonie letnim, mogłabym co drugi dzień, zajadać się taką oto zupą. Zdecydowanie ta zupa smakuje jak dzieciństwo. Kojarzy mi się z wakacjami, wolnymi dniami, które spędzałam na podwórku i w ogóle nie chciałam wracać do domu. Ale wystarczyło wtedy by mama powiedziała,że na stole czeka koperkowa i kluseczki, i już byłam w jadalni. Jedna dokładka, potem druga i więcej do szczęścia mi nie było potrzebna. No oczywiście, po uzupełnieniu energii, do szczęścia potrzebne mi były kolejne godziny spędzone na świeżym powietrzu. Ze smutkiem obserwuję, że dzisiejsze dzieciaki wakacje spędzają głównie przed komputerem. Cieszę się, że moje dzieciństwo upłynęło pod znakiem trzepaka, rowerowych pościgów i budowania szałasów z gałęzi. Spróbujcie tej zupy i ruszajcie na długi, długi spacer!

Składniki:
1 kalafior
3 ziemniaki
2 marchewki
1 korzeń pietruszki
1 cebula
Kawałek selera
2 skrzydełka z kurczaka
Natka pietruszki, koperek
2 ziela angielskie
2 liście laurowe
Sól
Pieprz
Kluseczki:
2 jajka
100 gramów mąki
Sól
Skrzydełka zalewam 2 litrami wody, dodaję cebulę w całości, solę, gotuję około 20 minut, zbieram z wierzchu szumowiny.
W międzyczasie myję i obieram warzywa. Kalafiora dzielę na różyczki, resztę warzyw kroję w kostkę lub plasterki.
Zupę doprawiam liściem laurowym i zielem angielskim, dodaję warzywa oprócz kalafiora, gotuję zupę około 10 minut, po czym dodaję kalafiora i gotuję kolejne 10 minut.
Szykuję lane kluski, jajka ubijam ( ja to robię widelcem), dodaję mąkę i sól. Masa powinna być niemal płynna, wlewam ciasto do zupy cienką stróżką, często mieszając. Gotuję zupę około 2 minut, by kluseczki się ścięły.
Siekam koperek i pietruszkę, dodaję do zupy.