Nie wiem ile razy obiecywałam wam i sobie, że będę robić więcej zdjęć... Mimo to coś znalazłam z tego miesiąca, bo troszkę się u mnie działo. Tylko jakoś tak często zapominam sięgać po telefon albo aparat. Z drugiej strony chyba jednak to lepiej niż ludzie, którzy non stop tkwią z nosem w telefonie...
Mimo to lubię pod koniec miesiąca, koniec roku przeglądać zdjęcia, przypominając sobie niektóre zdarzenia i sytuacje.
Uprzedni miesiąc był dość pracowity. Dużo nauki, pracy nad sobą, w domu i innych obowiązków. Mimo to znalazł się czas na spotkania, chwilę osłody i wyjść.
Kwiecień zaczął się doskonale. Z najlepszą ekipą z najlepszym jedzeniem.
Powyżej najlepsze wegańskie obiady kwietnia! I jak się okazało, choć wcale nie miałam jakiegoś zamysłu, ale każde z nich jest z udziałem tofu. W różnych odsłonach, w różnych stylu... Przepyszne!
Był też i czas na robienie słodkości. Jeden przepis znalazł się na blogu, ale zdecydowanie wygrał w tym miesiącu tort na urodziny mojej babci i brata. Specjalnie dla niej bezglutenowy!
Na słodkości pozwalałam też sobie na mieście, po szkole. Najlepszy sposób na relaks po dniu przepełnionym stresem i pracą w szkole.
Po lewej ciasto marchewkowe i piwo kremowe w Dziórawym Kotle w Krakowie, a po prawej wegańskie lody: marchewkowe, migdałowe i czekoladowe z lodziarni Si Gela.
W tym miesiącu zajadałam się także kotlecikami z cieciorki i batata, które powtarzałam po raz enty, ale zakochałam się też w czystoziarnistym chlebie!
Po prawej też widać, że nawet gruba "Lalka" i filtr ze snapa nie są w stanie zdjąć uśmiechu z twarzy!
Na sam koniec zostawiam was z moją największą miłością chyba w tym miesiącu!
Non stop w moim odtwarzaczu leci płyta Krzysztofa Zalewskiego. Mało kto o nim słyszał, ale ja na szczęście miałam okazję i to na dodatek się okazało, że gra koncert w Krakowie! Nie mogłam przepuścić takiej okazji. Na żywo brzmi o wiele wiele lepiej niż na płycie...