No i dopadło mnie w końcu jesienne przeziębienie. Długo z nim walczyłam, ale nie chciało odpuścić i ostatecznie... zwyczajnie się poddałam. Przyszedł więc czas na herbatę z miodem, grzanki z czosnkiem i ciepłe skarpety. W sumie nawet nie jest źle, przynajmniej mam chwilę oddechu i mogę spokojnie skupić się na nowym poście, na którego od weekendu nie miałam jakoś czasu. Otulona kocem, oczywiście.
Bo ostatnio ukręciłam bardzo przyjemną pastę do chleba. Uczciwie przyznaję, że inspirowałam się
przepisem z jednej z moich ulubieńszych stron ostatnimi czasy (gorąco polecam!). Wyszedł trochę taki hummus nie-hummus, bo nie z ciecierzycy, a z kalafiora, którego upiekłam w piekarniku. Potem tylko zastąpiłam tahinę orzechowym masłem, zblendowałam ze wszystkimi dodatkami... i pyszna pasta gotowa. Idealnie sprawdziła się do przed-chorobowych kanapek do pracy :)
Potrzebne składniki:
- pół małego kalafiora,
- 2 ząbki czosnku,
- kopiasta łyżka masła orzechowego,
- sok z połowy limonki (lub więcej),
- oliwa/olej,
- sól, pieprz.
Przygotowanie:
Umytego kalafiora dzielimy na różyczki, skrapiamy delikatnie oliwą i rozkładamy luźno na papierze do pieczenia. Pieczemy przez ok. 45 minut w piekarniku rozgrzanym wcześniej do temp. 180-200 st. C od czasu do czasu mieszając. Gdy kalafior zmięknie i zbrązowieje, wyjmujemy i studzimy. Blendujemy z rozdrobnionym czosnkiem, sokiem z limonki, masłem orzechowym i 1-2 łyżkami oliwy. Żeby uzyskać bardziej aksamitną konsystencję można dodać też łyżkę zimnej wody.