Czosnek, który posadziłam zeszłej jesieni
KLIK udał się doskonale. Pięknie urósł (zaczął rosnąć niedługo po posadzeniu). Choć zimę mieliśmy bardzo łagodną, zdarzyło się kilka naprawdę zimnych dni i nocy. Wtedy przykrywałam zielone źdźbła czosnku agrowłókniną, a jej krawędzie zabezpieczałam kilkoma dużymi kamieniami.
I tak rósł sobie czosnek spokojnie aż do lipca. Podlewałam go od czasu do czasu - tylko wtedy, gdy było bardzo sucho. Raz - w czerwcu - wspomogłam go gnojówką z żywokostu.
Pod koniec lipca, gdy szczypior zaczął zasychać, za pomocą wideł wykopałam wszystkie główki, delikatnie otrzepałam z ziemi i przeniosłam do szklarni. Na wolnym poletku ułożyłam wszystkie główki czosnku w rzędzie jedna obok drugiej. Odczekałam dwa tygodnie, aż porządnie wyschły w szklarniowym skwarze.
Po tym czasie wszystkie główki były już idealnie suche i gotowe do zebrania w pęczki lub do zaplecenia w warkocz.
Tak wysuszony czosnek przechowujemy w ciemnym, suchym pomieszczeniu. Najlepiej, jeśli jest w nim chłodniej niż w domu. Jeśli nie zapletliśmy czosnku w warkocz i nie powiesiliśmy gdzieś w spiżarni, należy go przechowywać w wiklinowych koszykach, aby miał dostęp powietrza.