Minimalizm trafił na salony, jest teraz bardzo modny, pora więc skonfrontować się z niektórymi, często dziwnymi i niepokojącymi, a czasem prawdziwymi stereotypami na ten temat.
Minimalista musi mieć X przedmiotów
Nazywaj to jak chcesz, w Internecie królują różnego rodzaju listy. 100 przedmiotów, 200 przemiotów, 33 sztuki ubrań – te wszystkie pomysły, krążące gdzieś w eterze są tylko pomocą i wskazówką, a nie wyznacznikiem czegokolwiek. Warto zastanowić się, czy taka lista nie powstała na przykłąd na drugim krańcu kuli ziemskiej, gdzie ogromną rolę odgrywa chociażby pogoda, ale i styl życia. Zupełnie inną skalę posiadania ma rodzina z dwójką dzieci, a inaczej podchodzi do tego singiel z wielkiego miasta. Zwierzaki? Druga połówka? Praca z domu kontra dress code? Nie da się tego ująć w jedną, sztywną ramę.
Wielu osobom liczenie przedmiotów daje radość lub poczucie kontroli, ale tak samo było parę lat temu w dietetyce. Ja na przykład liczby mam w głębokiej pogardzie, ale uczciwie przyznam, że nie tylko w tym przypadku. Starszy nad monetą byłby ze mnie słaby. Liczy się to, żeby mieć wystarczająco i bez nadmiaru, a ile, to już najlepiej zdecydować samemu.
Minimalista tylko wyrzuca
No dobrze, to stereotyp który uskutecznia najlepszy z mężów, który, kiedy chce mi nieco dokuczyć, zawsze mówi „wyrzućmy to!” albo „nie mogę czegoś znaleźć, pewnie to wyrzuciłaś”. Urosło to do pewnego rodzaju gagu w naszym domu. Pamiętajmy, że pozbywanie się przedmiotów ma różne formy. Można inspirować się metodą KonMari, stosować klasyczne odgracanie (wdzięcznie zwane po angielsku decluttering, które ma nawet na Reddcie swoją grupę wsparcia), po prostu pozbywać się rzeczy.
Niestety, w większości przypadków bez porządków i odzyskiwania przestrzeni, zarówno tej fizycznej, jak i mentalnej ani rusz. Wyrzucanie to tylko jedna z opcji, można też rzeczy oddawać czy sprzedawać. Ja zostawiam je w naszej altance śmietnikowej i zazwyczaj szybko znajdują nowych właścicieli. Uważam też, że przydasie to największy wróg minimalizmu i nie mam dla nich żadnej litości, ale wielu minimalistów trzyma np kilka zapasowych ładowarek etc.
Minimalizm jest dla bogatych
Częsty zarzut spotykany na blogach. Komentarze „nie kupię bluzy szytej w Polsce bo jest za droga, Ciebie stać bo jesteś bogaty/a”. Nagminnie spotykam się ze stwierdzeniem że minimaliście kupują tylko luksusowe rzeczy, drogie meble, a jedyną elektroniką, z jakiej korzystają to (jak na polskie warunki jednak dość drogie) Iphony i Macbooki. To bzdura.
Trzeba jednak rozróżnić dwa typy minimalistów – jeden z nich to minimaliści z wyboru, a drugi z konieczności. Pamiętam taki podział z książki Chcieć mniej i uważam, że jednak są to dwie zupełnie inne rzeczy. Spotkało mnie w życiu to szczęście, że mogę wybierać, ale nie każdy je ma. Każda jedna osoba to inna sytuacja i zupełnie inna motywacja.

Minimalizm jest opresywny
Przyznam, że była to dla mnie nowość, ale zwłaszcza w zachodniej prasie pojawia się mnóstwo krytyki tego trendu (polecam na przykład ten artykuł z NY Times). Według jego przeciwników są dwie grupy, które są przez ten trend piętnowany. Jest to trochę abstrakcyjne dla polskiego odbiorcy, bo jednak u nas 90% osób związanych z tym stylem życia to kobiety, ale postaram się wam to wytłumaczyć.
Grupą korzystającą są mężczyźni, najczęściej biali. To oni żyją z jednym plecakiem, podróżując po świecie i zamieniając się we współczesnych nomadów. Jeśli twoimi jedynymi rzeczami jest odrobina ubrań, laptop, telefon etc. to musisz być gotowy na stosunkowo częste zakupy – nosząc jedną parę butów niszczymy ją dużo szybciej etc. Minimalizm piętnuje gromadzenie, a kto kupuje mnóstwo kosmetyków i durnostojek do domu?
Tak tak, kobiety. To niby kobiety mają gorzej i zmusza się je do pójścia wbrew instynktom. Co za bzdury. Nie jestem zbyt reprezentatywnym przypadkiem, bo większość moich znajomych płci męskiej to raczej dandysi niż nomandzi, ale jest to argument który moim zdaniem nie ma większego sensu.
Drugą grupą są już wspomniani ludzie o niskich dochodach, na przykład uchodźcy którzy, cytując artykuł, nie mogą sobie pozwolić na wyrzucanie rzeczy bo nie stać ich na zakup nowych. Myślę, że to w ogóle nie powinno być uwzględniane w tego typu dyskusjach, bo da się pod ten argument podciągnąć wszystko.
Minimalista ma pusty dom
… albo zamiast zwykłego kupuje taki mały, w skrajnym przypadku uważa, że wynajem lub podróżowanie i spanie u ludzi poprzez couchsurfing czy AirBnB to idealny styl życia. Plus często nie ma łóżka. Nic z tego się nie zgadza, chociaż w międzynardowej społeczności minimalistów, której jestem członkiem znajdziemy mnóstwo takich osób.
Mnóstwo jest takich jak ja – ma stosunkowo „normalne podejście”, czyli mieszkanie, ale ani bez echa, ani bez przeładowania. Kredyt tak, ale rozsądny. Łóżko? Po latach spania na niewygodnych, najtańszych sofkach w wynajmowanych mieszkaniach kocham mój twardy materac i wielką ramę. Nomen-omen z Ikei :) Znowu – to zależy od tego kim jesteś, jak żyjesz, czy wynajmujesz pokój czy masz na własność dom, czy mieszkasz z rodziną czy sam/a.
Minimaliści nie znoszą prezentów
Chyba pierwszy punkt, który ma w sobie ziarno prawdy. Jeśli nie gromadzisz przedmiotów, a ktoś usilnie wciska ci graty i prezenty (lub graty które udają prezenty żeby trudniej było odmówić). Wyrzucanie czy oddawanie dalej, sprzedawanie takich nietrafionych niespodzianek to ciągle temat tabu (pisze o tym na przykład Kasia Kędzierska w Chcieć mniej).
U nas pomogło postawienie sprawy jasno – po prostu nie bierzemy rzeczy, czegokolwiek, jeśli nie jest to nam potrzebne. Wciskanie przedmiotów przybiera różne formy. 10 lat od wyprowadzenia się z domu i pewnego czasu życia z alergiami pokarmowymi, wracając do domu ciągle słyszymy:
„ale jak to nie chcecie zapakować sobie 200g żółtego sera?” (od którego, jak od reszty nabiału koszmarnie boli brzuch)
„zobaczcie tu jest ładny zestaw filiżanek, co, tacy jesteście bogaci że wam nie potrzeba?” (mamy zestaw białych, estetycznych kubków z IKEA i filiżanki z wężowym wzorkiem nie będą pasowały, poza tym po co nam cały wielki zestaw, skoro jest nas dwoje?)
„weźcie to ciasto którego nie lubicie/za dużą koszulę której najlepszy z mężów w życiu nie założy/słoiki które nie zmieszczą się do małej, podróżnej torby z którą jeździmy”. Nie, nie nie.
Minimaliści skupiają się na przeżyciach, ale są pewne uniwersalne prezenty. Butelka wina czy kraftowego piwa (warto podpytać, jakie ktoś lubi, ja na przykład preferuję białe i lagery ale co osoba to inne preferencje), słoik konfitury, czekolada raw bez mleka, bukiet kwiatów na ręce pani domu – przyjmę każdą ilość! Od cioci najlepszego z mężów dostaliśmy zaszczepkę rzadkiego gatunku mięty w białej doniczce, która pięknie rośnie już drugi rok. To jest dopiero rewelacyjny prezent.
Jestem wręcz maniaczką dawania fajnych, przemyślanych prezentów i niestety oczekuję tego samego od ludzi. Wolę, żeby ktoś zaprosił mnie na kawę i żebyśmy spędzili miło czas, niż wciskał mi pierdoły które później lądują w koszu, a do tego czuję, że ktoś się nie postarał.
Na koniec podam anty-przykład: pracowałam parę lat temu w pewnym kosmetycznym koncernie promującym siłę kobiet i kobiecość sprzedającym kosmetyki z katalogów (pewnie domyślacie się, o który chodzi). Trwało to niecały rok, a ja poznałam stres i mobbing w najgorszej formie i nabawiłam się wrzodów żołądka w wieku 25 lat. Nie znoszę ich, nie używam i nie wspieram i sądząc po olbrzymiej rotacji i złych opiniach na warszawskim rynku pracy, nie jestem w tym przekonaniu samotna.
Nie przeszkadza to jednej z osób z mojej rodziny (tej samej, od której kiedyś dostałam rok po roku 3 razy pod rząd tą samą kupioną w jakiejś hurtowej promocji książkę!) z uporem maniaka obdarowywać mnie zestawami z tej firmy, co generalnie tylko strasznie mnie smuci, bo pokazuje, jak mało jestem w tym procesie ważna…

Minimaliści to straszne snoby
Znowu, to zależy. Ja jestem z tych co najchętniej meblują w IKEI z dodatkami z takiego Westwinga, ale nie rozumiem piętnowania pięknych, luksusowych rzeczy, jeśli komuś się podobają i je na niego stać. W Polsce takim krytykowanym przedmiotem pożądania są produkty firmy Apple – komputery i telefony, które w takich Stanach kosztują grosze w porównaniu do zarobków. U nas jest to spory wydatek dla przeciętnego zjadacza chleba i wielu ludzi bardzo je krytykuje.
Sama korzystałam z nich i uważam, że to produkt jak każdy inny. Jestem przyzwyczajona do okienek i do Androida (tutaj był post z moimi ulubionymi aplikacjami) i chyba przy nich zostanę, ale iOS to system taki jak każdy inny. Ładny, estetyczny, ale funkcjonalnością nie różni się aż tak bardzo od Androida. Czy to są produkty snobistyczne? Nie, po prostu mocno overpriced w złotówkach. Ale za to Iphone robią kapitalne zdjęcia!
Życie z minimalistą jest trudne
Czy życie z nie-minimalistą? Na redditowej społeczności przynajmniej raz w tygodniu pojawia się post w stylu „moja narzeczona mnie nie rozumie„. Wydaje mi się, że jak długo podchodzimy do siebie z szacunkiem i miłoscią, da się jednak pogodzić wszystko. Idealistyczne podejście, wiem. Ale trzeba rozmawiać, wypracowywać, szukać kompromisu. Kto wie, może druga połowa uzna, że nie taki diabeł straszny jak go malują? :)
Minimalizm to tylko moda
Tak i nie. Kiedy widzę posty o minimaliźmie u blogerek takich jak Liska (którą, żeby nie było, śledzę z zachwytem bo robi piękne zdjęcia) ze swoim pokojem wypełnionym od sufitu do podłogi książkami i połową postów na Instagram pokazującą nowe zakupy, czy Anwen, która jest wspaniała, ale koło minimalizmu nigdy nawet mówiąc kolokwialnie nie stała, widzę, że jednak aspekt chwilowej mody jest mocny. Każdy chce coś o nim napisać.
Wydaje mi się jednak, że osoby, które znajdą w nim to, czego szukają (a jest ich coraz więcej i więcej) nie odejdą od tej filozofii tak szybko. Dla mnie stała się ona sposobem na życie i ważną wskazówką, dlatego, kiedy widzę interetowe haule, czy słucham narzekania koleżanki która obsesyjne kupuje tanie ciuchy i nigdy nie ma się w co ubrać, wiem, że to droga dla mnie :) Jestem po prostu szczęśliwa i cieszę się, że kiedyś spotkałam tę filozofię i styl życia na mojej drodze.

Post Minimalizm – 10 najczęstszych stereotypów pojawił się poraz pierwszy w .