Ten pudding został zaznaczony serduszkiem w moim tajnym notesie z przepisami. Pochodzi z tej samej książki, co poprzedni (Czekolada prosto z Indonezji), ale ma lepszą (moim zdaniem) konsystencję - jest bardziej kremowy i taki... gładszy, ale za to wymaga trochę więcej pracy. Nie zawiera też jajek, więc jeśli ktoś jajek nie je (bo nie chce, nie lubi, nie może, brzydzi się, cokolwiek), to jest to dla takiej osoby dobry przepis. Poza tym - można go przygotować nawet wtedy, kiedy nie ma się w domu jajek i to też jest plus (dodatni).
Składniki
300 ml mleka
75 g czekolady gorzkiej
1/2 łyżeczki esencji waniliowej (to ta brązowa, nie ta sztuczna, sztucznej, jeśli musicie, jedna kropla)
100 g cukru
100 g masła
150 g mąki pszennej
1 i 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
2 kopiaste łyżki gorzkiego kakao w proszku
Przygotowanie
W rondelku zdatnym do tego celu (najlepiej - ciężkim i z powłoką teflonową) lub (w przypadku braku odpowiedniego rondelka) w misce ustawionej nad rondelkiem z gotującą się wodą zagrzać mleko z czekoladą i ekstraktem waniliowym. Nie gotować! Czekolada ma się rozpuścić i dokładnie wymieszać z mlekiem. Potem mleko czekoladowe studzimy i idziemy do drugiego punktu.
Masło trzeba utrzeć z cukrem (na lekką, puszystą masę, jak zawsze). Do miski przesiewamy mąkę i kakao, dorzucamy proszek, dodajemy mleko czekoladowe i masło z cukrem. Mieszamy (miksujemy) bardzo starannie. Jeśli jakiś składnik został pominięty w opisie, też go teraz dodajemy.
Masę wlewamy do natłuszczonego naczynia żaroodpornego i wsadzamy na 40 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Nie trzeba piec w kąpieli wodnej, chociaż raczej nie zaszkodzi - byłam za leniwa, żeby próbować.
Podajemy z czym chcemy. Moim zdaniem maliny i lody są najlepsze.
PS: Znowu zdjęcia brak, problem ten sam, co przy poprzednim puddingu. :)