Kochani, dzisiaj coś supcio! :)
Ostatnio podczas biegania upatrzyłam sobie kilka krzaków czarnego bzu. Z dala od ruchliwych ulic, świeże, pachnące i bez ołowiu ;) Potem pobiegłam do nich z nożyczkami i miską i wycięłam spory bukiet. Początkowo myślałam o słodkim syropie, ale ponieważ uwielbiamy z mężem domowe nalewki - praktyczność zwyciężyła ;)
Zapraszam na dwuczęściowy wpis, Dziś część pierwsza, za około miesiąc pokażę Wam efekt końcowy moich prac!
SKŁADNIKI:40-50 baldachów kwiatów czarnego bzu
2 cytryny
375 g cukru
500 ml wody
500 ml spirytusu
PRZYGOTOWANIE:
Z cukru i wody przygotowujemy syrop i odstawiamy do całkowitego ostudzenia. Zabieramy się za kwiatki. Tuż po zerwaniu rozkładamy kwiaty na ręcznikach papierowych albo ściereczkach. Zostawiamy na minimum 2-3 godziny, aby wszystkie żyjątka, robaczki, muszki zdążyły się ewakuować - nie będą nam potrzebne :)
Bardzo ważne jest aby nie płukać kwiatów!! Pozbędziemy się tym sposobem całego żółtego pyłku, który jest bardzo aromatyczny, bez niego nalewka nie będzie taka kwiatowa i pyszna.
Teraz prace ręczne. Musimy oskubać kwiatuszki z łodyżek, uważając przy tym aby nie rwać samych zielonkawych łodyżek - przez nie nalewka może być gorzka. Jest to długotrwały proces, ale bardzo pachnący i niezbędny. Gromadzimy kwiatuszki z pyłkiem w miseczce.
W międzyczasie sparzamy wrzątkiem cytrynę i kroimy na plasterki.
Do słoika przerzucamy wiaty, które przekładamy plasterkami cytryny.
Zawartość słoika zalewamy przygotowanym wcześniej syropem cukrowym i odstawiamy na tydzień na parapet. Pamiętajmy, aby codziennie potrząsać słoikiem.
Po tygodniu:
Sok nabrał jasnożółtego koloru. Zapach ma obłędny - lekko cytrusowy i mocno kwiatowy.
Filtrujemy sok przez sito i gazę.
Sok z powrotem przelewamy do słoja (uprzednio czyścimy słoik). Dolewamy sok wyciśnięty z jednej cytryny oraz spirytus.
Mieszamy i wstawiamy do szafki, gdzie nie będzie dostępu słońca - już go nie potrzebujemy. Nie zapominamy jednak o potrząsaniu słoikiem raz na kilka dni. Możemy posłużyć się przypominaczami ;)
Na ten moment się rozstajemy. Po upływie miesiąca pokażą Wam co mi wyszło. Wtedy znów przefiltruję nalewkę i rozleję ją do butelek. Niestety, zanim będzie dobra do spróbowania będzie potrzebowała kolejnego miesiąca, aby wszystkie smaki się przegryzły i alkohol nie był zbyt ostry.
Dacie radę zaczekać? Obiecuję, że będzie warto :))