Wiele osób narzeka na ciągły brak czasu. Bez przerwy gdzieś się spieszą, przekładają spotkania z przyjaciółmi i zapominają o codziennych przyjemnościach. Słowem, "deadliny i asapy" zaczęły rządzić naszym życiem.
W tym momencie powinnam przytaknąć i unieść, w geście poddania się, ręce. Jednak nie zrobię tego. Zauważyłam bowiem, że im więcej się dzieje wokół mnie, tym lepiej zarządzam czasem. Kiedy mam wiele obowiązków, dostaję zastrzyku energii i niczym elastyczną masę, kształtuję dobę.
Być może pomyśleliście właśnie, że się przechwalam i nie wiem, jak wygląda "prawdziwe życie". Przypomnijcie więc sobie szkolne lata. Rok do matury? Nigdy nie było czasu na naukę: spotkania ze znajomymi, sprzątanie pokoju, obserwowanie chodzącej po ziemi mrówki...
Miesiąc do matury? Przeczytaliście streszczenia lektur z trzech lat, powtórzyliście wszystkie wzory z matmy i wciąż spotykaliście się ze znajomymi, żeby nie zwariować od nadmiaru książek.
Jestem zdania, że im więcej robisz - tym masz większą kontrolę nad czasem. W ostatnim czasie poznałam dziesiątki wspaniałych osób, które doskonale łączą pracę, aktywność fizyczną, pasje i życie rodzinne. Dobra wiadomość jest taka, że nie są to żadni superbohaterowie i Wy również możecie być panami swojej dobry.
Parę miesięcy temu, w moim życiu działo się dość niewiele (w stosunku do tempa, które lubię najbardziej). Ponieważ nie miała nic konkretnego do roboty, marnowałam mnóstwo czasu na setne przeglądanie Facebooka i nadmierne rozmyślanie. Brakowało mi pomysłów na nowe przepisy oraz motywacji do pisania na blogu. Przełom nastąpił w momencie, gdy zaczęłam poświęcać coraz więcej czasu aktywności fizycznej. Mój grafik obfitował w otwarte treningi, na których nie tylko szlifowałam swoją kondycję, ale również spotykałam świetnych ludzi. Poświęciłam temu całą uwagę i nim się zorientowałam, życie zawodowe nabrało tempa, jednak nie stało się to kosztem ani sportu, ani bloga, ani przyjaciół. I co najważniejsze, dopiero z dobą wypełnioną po brzegi, naprawdę czuję, że żyję!
Celem tego wpisu zdecydowanie nie jest krytykowanie kogokolwiek i wytykanie mu błędów w organizacji czasu. Chcę Was natomiast zachęcić do przyjrzenia się temu, w jaki sposób korzystacie z ofiarowanych Wam, godzin. Pamiętajcie, że chociaż jest to truizm - żaden dzień się nie powtórzy i już nigdy nie będziecie tak młodzi, jak dziś.
PS Skoro tak "świetnie" zarządzam czasem, to dlaczego od tak dawna nie był mnie tutaj z Wami? Urlop :)
PPS Dzisiejszy przepis zamieszczam na specjalne życzenie @Joannaroars. Asia zobaczyła zdjęcie mojego śniadania na Instagramie (Mannequin_in_the_kitchen) i poprosiła o publikację na blogu. Mam nadzieję, że będzie Ci smakowało!
Fioletowo słodko-słono
50g kaszy jaglanej
garść jagód/ borówki
garść jarmużu
1 korzeń pietruszki
kilka nerkowców
suszona żurawina
kiełki lucerny
przyprawy: szczypta soli, gałka muszkatołowa
*dodatkowe słodzidło np. syrop klonowy
1. Kaszę sparzyłam i ugotowałam z pietruszką i przyprawami. Pod koniec dodałam jagody.
2. Jarmuż zahartowałam (przelałam wrzątkiem a następnie zimna wodą).
3. Przełożyłam wszystkie składniki do talerza i wymieszałam.