Kiedy jakiś czas temu otrzymałam maila z propozycją udziału w programie telewizyjnym "Przepis Dnia", najkrócej mówiąc wbiło mnie w ziemię :) i chodziłam taka ogłuszona zastanawiając się czy się zgodzić, czy się nadaję... Analizowałam wszelkie za i przeciw, aż w końcu uznałam, że nie ma się nad czym zastanawiać - jadę i koniec! :)
"Nie miała baba kłopotu to się zgodziła do telewizji jechać..." - tak to w żartach podsumował w pierwszej chwili mój Mąż :D ale zaraz potem powiedział, że bardzo się cieszy, że podjęłam taką, a nie inną decyzję i że będzie miał teraz nie zwyczajną żonę, a żonę medialną :D haha no poczucie humoru dopisywało :) mi mniej - stresowałam się... Ale niepotrzebnie, bo choć w pierwszej chwili po wejściu na plan zdjęciowy troszkę mnie to wszystko przygasiło, to już w następnej, gdzie poznawałam kolejną bardzo przychylnie nastawioną osobę stres odchodził nieco na bok. Szkoda, że nie do końca i nie wyluzowałam się tak jak powinnam, bo jednak stresować się nie było czym, a atmosfera na planie była fantastyczna! :) teraz to wiem i jeśli kiedyś będę miała możliwość ponownego udziału w tym czy innym programie zdecydowanie inaczej podejdę do sprawy i nie będę się w ogóle przejmować i przeżywać - naprawdę! :) zresztą bardzo sobie tego sama życzę - chciałabym taką szansę dostać jeszcze raz! A nawet wiele razy :D w końcu każdy od czegoś zaczynał, prawda? ;)

Za możliwość wystąpienia w programie z całego serca dziękuję zespołowi portalu
www.DoradcaSmaku.pl. Podziękowania należą się także całej ekipie na planie, w szczególności przesympatycznej prowadzącej Ewie Olejniczak. Za cierpliwość, wyrozumiałość i przyjazne nastawienie, ale też porcje śmiechu, które zdecydowanie rozluźniały mnie podczas całego nagrania i tworzyły atmosferę (nie przesadzam) wręcz rodzinną :)
Dziękuję także firmie Prymat za zestawy przypraw, które już są w intensywnym użyciu oraz kuchenny fartuch (do tej pory nie miałam żadnego!:))
Emisja odcinka "Przepis Dnia" z moim udziałem
już dziś (11.12.2015r.) w TVP1 o godzinie 19:15
- sami zobaczcie co tam było pichcone :)
Zapraszam przed telewizory ;)
Ps. Największym dylematem w kwestii tego czy wystąpić było dla mnie to, czy ja tam ustoję podczas nagrania z ewidentnie już widocznym brzuszkiem (tak - teraz się chwalę, że spodziewamy się z Mężem drugiego Maluszka ;)). Miałam zamiar pochwalić się dopiero po fakcie ;) czyli po porodzie, ale w tej sytuacji już nic się nie ukryje :D co prawda patrząc na zdjęcia można przypuszczać, że zwyczajnie mam oponkę brzuszną ;) dlatego od razu dementuję, że to nie to! :)
Cóż - ustałam ;) choć były takie momenty, że robiło mi się słabo i ciemno przed oczami. Na szczęście akurat był to czas oczekiwania na dalszy etap prac, dzięki czemu mogłam doczłapać do krzesła nawet nic nie mówiąc członkom ekipy :P a podczas całego nagrania czułam jak mi to moje Dziecko pod sercem kibicuje - kopiąc niemalże non stop (gdyby nie ten fartuch to pewnie byłoby to widać;))