
Od jakiegoś czasu chodził za mną deser tiramisu, co prawda nigdy nie byłam jakąś wielką fanką tego deseru, bo to naprawdę sztuka zrobić dobre tiramisu, a praktycznie każdym lokalu na zestaw deserów składa się tiramisu, sernik i jabłecznik, i może 1 na 10 przypomina ten deser. Nadarzyła się okazja bo mój Misiek miał urodziny, a że oboje uwielbiamy kawę tak wpadłam na pomysł aby połączyć obowiązkowy urodzinowy wypiek, jakim jest tort i kawę, i tak powstał tort tiramisu. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu smakuje nawet małej Miśce, a jak widać po zdjęciach nie było jakieś wielkiej pompy (też dlatego, że Misiek zaczął odczuwać kryzys wieku średniego), bo wszyscy jesteśmy łakomczuchami, więc nie czekaliśmy do popołudniowej kawki tylko wciągnęliśmy po kawałku na drugie śniadanie 