
Dziś chyba w całej Polsce jest zimno, więc zamarzyło mi się coś sycącego, rozgrzewającego, ale na tyle lekkiego by nie robić sobie „pół godzinki dla słoninki” ( czyt. drzemka) po obiedzie. Pojawiły się ostatnio bardzo zgrabne dynie piżmowe, ot takie niecały kilogram, co jest idealną wielkością do zużycia na raz. Zużywam już ostatecznie swoje puszkowe zapasy, bo mając sklep z tego typu asortymentem ciut głupio jest kupować puszki 