
Kminek albo się kocha albo nienawidzi. Misiek nie cierpi, ale ja kocham, a że też gotuję, to On i tak go je, tylko że zawsze miażdżę ziarenka kminku w moździerzu, a Misiek wcina z nim potrawy jak szalony. Czego oczy nie widzą… ;-). A tak w ogóle to kminek do końca życia będzie mi się kojarzył z Krakowem, bo właśnie tam jadłam najlepszy chleb na świcie, zawierający właśnie dodatek tej przyprawy.
Podstawową korzyścią medyczną związaną z kminkiem jest jego dobry wpływ na trawienie. Jest wiatropędny czyli pomaga na problemy „gazowe” i dolegliwości żołądkowe, nie ma się co oszukiwać, wegusy wcinają dużo kasz i strączków, no i ten tego… kminek nam pomoże. Pobudza wydzielanie soku żołądkowego, zapobiega wzdęciom i działa przeciwskurczowo na przewód pokarmowy. Dla osób cierpiących na nadkwaśność żoładka jest jednym z niewielu leków roślinnych, które powinny spożywać.
Podsumowując: kminek dodawać do dań z kapusty (zwłaszcza kiszonej), pieczywa, ziemniaków, zapiekanek, słodkich i słonych wypieków. Idealnie komponuje się z cebulą, czosnkiem, pieprzem Cayenne i majerankiem. W kombinacji z innymi przyprawami należy go używać z umiarem. Nasiona należy przechowywać w szczelnie zamkniętych pojemnikach, chronić przed światłem i mleć bezpośrednio prze użyciem. Zaleca się, aby dodać nasiona pod koniec gotowania, gdyż podczas długiego gotowania robi się gorzki smak.