W poprzedniej części przedstawiłam uroki Islandii zachodniej wraz z mało uczęszczanymi Fiordami Zachodnimi. Dziś część północna i wschodnia. Na północy znajduje się jezioro Myvtan, wokół którego pełno jest formacji wulkanicznego pochodzenia. Osobiście najbardziej podobał mi się wodospad Dettifoss, najpotężniejszy w Europie. W czasie bytności na wschodzie oglądaliśmy najpiękniejsze zorze polarne.
Dzień 3: Kąpiel w jacuzzi w Drangsnes, Skała Hvitserkur
Nie bez powodu po objechaniu Fiordów Zachodnich chcieliśmy dostać się do małej miejscowości Drangsnes. Tu znajduje się gorące źródło z jednym z najpiękniejszych widoków na wyspie - na fiord i ocean. Woda termalna gromadzona jest w 3 basenach-jacuzzi (o różnej temperaturze) na brzegu oceanu. Mimo że było zimno i deszczowo, zaszyliśmy się w naszym małym gorącym naturalnym jacuzzi na dobre kilkadziesiąt minut. Było cudownie! Woda o idealnej temperaturze, z pięknym choć mglistym widokiem i tylko my dwoje w jacuzzi, żadnej żywej duszy na około. A do tego obok cieplutka łazienka z WC, prysznicem i prądem! Prysznic przed wejściem do źródła termalnego to obowiązek (jeśli tylko jest zorganizowana łazienka). Mogłam się wygodnie wyprysznicować, umyć włosy i je wysuszyć. Cóż za komfort dla kobiety po trzech dniach mieszkania w aucie;) I to wszystko za darmo,a właściwie za datkiem "co łaska", który ochoczo uiściliśmy za takie luksusy. Tę kąpiel wspominamy najmilej ze wszystkich :)
Zapowiadał się długi dzień w aucie. Mieliśmy do przejechania spory kawałek drogi wzdłuż północnego wybrzeża, taki właściwie bez atrakcji. Jedyną ciekawostką była skała Hvitserkur, która wg sag jest trolem zamienionym w kamień, gdy ten chciał zniszczyć pobliski kościół. Jest popularnym symbolem. Często pojawia się na pocztówkach czy nawet czekoladzie;)
Dzień 4: Akureyri, wodospad Godafoss, pseudokratery Skútustaðir, skały Dimmuborgir, pole geotermalne Hverir, obszar wulkaniczny Krafla z wulkanem z jeziorkiem Viti
Obudziliśmy się nieopodal Akureyri - największego miasta północnej części Islandii. Przejeżdżając przez nie po raz pierwszy cieszyłam się ze stania na światłach (jedno z nielicznych miast poza aglomeracją stolicy ze światłami ulicznymi;) ). Czerwone światło ma tu kształt serduszka. To pomysł władz miasta na poprawę humoru mieszkańców po kryzysie ekonomicznym;)
Naszym głównym celem na ten dzień były tereny wulkaniczne wokół jeziora Myvtan. Po drodze jednak czekał na nas wodospad Godafoss, czyli wodospad bogów. Godafoss jest pięknie błękitno-biały, szeroki, potężny, ale tak urokliwy, że nie wydaje się groźny mimo swych gabarytów.
Jeszcze przed południem dotarliśmy do jeziora Myvtan. Jest to chyba najciekawszy obszar geologiczno-wulkaniczny w całej Islandii. Znajdziemy tu gazowe pseudokratery, kominy lawowe, wygasły wulkan i gorącą, parującą ziemię. Zaczęliśmy od
pseudokraterów Skútustaðir. Przypominają kratery wulkaniczne, ale powstały zupełnie inaczej. Kiedy lawa zalewa bagno lub staw, dochodzi do eksplozji gromadzących się pod nią gazów i pary wodnej, w rezultacie skutkujących powstaniem pseudokraterów. Przed wyprawą na księżyc ćwiczyła tu załoga misji Apollo z Neilem Armstrongiem.
Lawa przyczyniła się do powstania innych formacji skalnych na terenie zwanym Dimmuborgir, czyli czarne miasto. Rzeczywiście, teren może przypominać mroczne miasto rodem z Mordoru;) Nierówności skalne to tak naprawdę kominy z lawy, przez które wydobywały się gazy z zalanego przez nią jeziora.
Efekty działania magmy na tym obszarze widać na obszarze geotermalnym Hverir. Pełne jest ono parujących oczek błotnych, gorących źródeł, dymiących kominów i fumaroli (szczeliny w ziemi, przez które wydobywają się gazy). W powietrzu unosi się zapach zgniłego jaja (siarka). Cały teren wygląda jak z innej planety.
Na północ od Hverir leży obszar wulkaniczny Krafla z najciekawszym dla nas kraterem wulkanicznym Viti, wewnątrz którego znajduje się jeziorko o najbardziej niezwykłym kolorze wody, jaki widziałam - mleczno-turkusowym.
Dzień 5: wodospad Dettifoss, skały bazaltowe Hljóðaklettar z jaskinią Kirkjan, miasto Husavik
W połowie naszego zwiedzania Islandii dotarliśmy do najpotężniejszego wodospadu Europy, Detifossa. Prowadzi do niego ok. 30-kilometrowa droga poprzez wielkie pustkowie, największe, najbardziej płaskie, bez roślin i jakiegokolwiek życia, jakiego w życiu doświadczyłam. Tutaj naprawdę można poczuć, czym jest odludzie i samotność. Ciekawe, że do wodospadu, jednej z największych atrakcji wyspy, prowadzi jedna z najbardziej dziurawych dróg szutrowych, jakimi jechaliśmy, co nie pozwalało rozwinąć prędkości większej niż 30-40 km/h;) Dobry pomysł na zniechęcenie turystów i ochronę przyrody;) A jest co ochraniać. Dettifoss jest O-SZA-ŁA-MIA-JĄ-CY!!! Wiedziała, że będzie wielki, ale że tak wielki?! Ta masa wody, ten ogrom, ta siła i gwałtowność, ta kipiel, ten huk. Stałam na brzegu, czułam tę energię, byłam oniemiała i zahipnotyzowana.
 |
| Kanion, którym płynie dalej rzeka |
Bardzo niechętnie opuszczaliśmy Dettifossa. Spędziliśmy tam więcej czasu, niż zamierzaliśmy, było tak wspaniale. Ale islandzki kraj czekał, a dokładniej bazaltowe formacje Hljóðaklettar z jaskinią Kirkjan o niezwykłej formie.
Ruszyliśmy dalej. Przypadkiem okazało się, że nasza trasa prowadzi przez miasto Húsavík. To główny port, z którego wypływa się na oglądanie wielorybów. My nie zamierzaliśmy, ale postanowiliśmy pospacerować po mieście, tym bardziej, że słoneczko ciepło przyświecało.
 |
| Port w Husaviku |
 |
| Typowy kościółek na Islandii |
Dzień 6: wodospad Hengifoss, miasto Seyðisfjörður, kąpiel w źródle termalnym, najcudowniejsza zorza
Z Húsavíku pojechaliśmy do miasta Egilsstaðir, a stamtąd do wodospadu Hengifoss, trzeciego najwyższego na wyspie (128 m). Pojedynczy strumień malowniczo współgra z czarną ścianą . Czerwone pasy to warstwy gleby wykształconej na zastygłej lawie i przykrytej kolejnym wylewem lawy. Tu widać, jak wybuchy wulkanów kształtują teren na Islandii. Kierując się do wodospadu mija się nieco mniejszy, ale równie ciekawy wodospad Litlanesfoss otoczony bazaltowymi słupami.
 |
| Wodospad Hengifoss |
 |
| Wodospad Litlanesfoss, a u góry Hengifoss |
Zwiedziwszy Hengifoss skierowaliśmy się do miasta Seyðisfjörður , jednego z najładniejszych na zachodnim wybrzeżu. Rzeczywiście, architektura bardzo mi się podobała. Budynki mieszkalne przypominają domki dla lalek;) Tak buduje się na całej wyspie. |
| Posterunek policji |
Jakieś 30 km od Hengifoss znajduje się gorące źródło, właściwie sadzawka, zupełnie pośrodku niczego. Towarzyszy jej tylko hostel, o tej porze roku nieczynny. Postanowiliśmy się wykąpać. Woda była mocno ciepła, co jednak dobrze podziałało na nasze "stare" kości;)
Tego wieczoru oglądaliśmy cudowną zorzę polarną. Zorza jest niesamowita! Gdy ją pierwszy raz zobaczyłam, prawie popłakałam się ze szczęścia. To było jedno z moich trzech największych pragnień na Islandii (oprócz zobaczenia z bliska lodowca i stanięcia pomiędzy płytami tektonicznymi). Ciągle zmieniające się kształty i kolory zorzy wprawiają w zachwyt.
W kolejnej części pokażę, co widzieliśmy i czego doświadczyliśmy na południu i zachodzie kraju.
Islandię mocno polecają