Nie mam na myśli chałup pokrytych śniegiem na Mazurach, ani tych spod których dachów w Zakopanem zwisają sople lodu. Wybraliśmy się na półwysep Helski. Piękna plaża, piękna pogoda i prawie brak śladu zimy. W sam raz na długi, trzygodzinny spacer.
Najpierw jednak rzućmy okiem na dzisiejsze danie. Mamy złe doświadczenia z konsumpcji łososia poza domem. Spora część naszych restauratorów nie potrafi dobrze go przyrządzić. To przykre, biorąc pod uwagę, jak nieskomplikowany to do przygotowania produkt. Przegotowują go, przesmażają, za długo trzymają w piecu. Efektem jest wysuszona i niejadalna dla nas ryba. Postanowiłem zatem podać łososia tak jak lubimy, by był pysznie soczysty. A podamy go z ziemniakami inaczej.
MARYNOWANY PIECZONY ŁOSOŚ Z ZIEMNIACZANYM "RISOTTO",
MINI FONDANTAMI ZIEMNIACZANYMI I SAŁATKĄ Z RUKOLI Składniki (porcja na dwie osoby):300-350g fileta z łososia70ml wytrawnego białego winana marynatę do łososia:musztardamiódsok z cytrynymały posiekany ząbek czosnkukilka kropel sosu Worcestershiresól, pieprz, szczypta chilina mini fondanty ziemniaczane:wykroić niewielkie "walce" z ziemniaka o średnicy ok.1cm i wysokości ok. 1-1,5cm - 12 sztukgałązka tymiankułyżka masła klarowanegona ziemniaczane "risotto":2 ziemniakiszalotkapół ząbka czosnku50ml półwytrawnego sherry (jeśli nie macie użyjcie białego wina)pół szklanki bulionułyżka startego parmezanułyżeczka masłasól, pieprzna sałatkę z rukoli:rukolavinegrette: oliwa, balsamico, miód, pół posiekanego ząbka czosnku, sól, pieprzstarty parmezanWykonanie:Fileta z łososia pozbawiamy skóry. Następnie przekrawamy w miejscu, gdzie staje się cieńszy. Przekrawamy na pół, by otrzymać cztery kawałki, dwa grubsze i dwa cieńsze. Przygotowujemy marynatę (ilość składników należy tak dobrać, by smak był zbalansowany; pomieszać i próbować, ewentualnie zmienić proporcje). Kawałki łososia smarujemy marynatą i odstawiamy na 30 minut.
W międzyczasie wykrojone fondanty smażymy na maśle klarowanym, aromatyzowanym gałązką rozmarynu. Zmniejszamy ogień i smażymy, obracając je co kilka minut. W zależności od wielkości zajmie to około 15 minut. Odstawiamy.
Przygotowujemy ziemniaczane "risotto". Obrane ziemniaki kroimy na cieniutkie plastry grubości ok. 1mm (ja robię to na maszynie do krojenia chleba). Następnie kroimy je na paski, równiez grubosci ok. 1mm i w końcu na malutkie cząstki wielkości ziarnka ryżu. Warto przyłożyć się do tego, bo nierówno lub zbyt grubo pokrojone kawałki będą niedogotowane.
W garnku na oliwie na dużym ogniu podsmażamy posiekaną drobno szalotkę z czosnkiem, po czym dodajemy pokrojone ziemniaki. Mieszamy, deglasujemy półwytrawną sherry. Zmniejszamy ogień i dodajemy porcję bulionu. Przykrywamy garnek i dusimy. Dodajemy do smaku sól i pieprz. Ziemniaki w przeciwieństwie do ryżu nie chłoną bulionu, dlatego należy dolewać go w bardzo małych ilościach, mieszając co jakiś czas potrawę. Gotujemy na małym ogniu około 20 minut. Czas gotowania będzie zależał od wielkości cząstek ziemniaków. Na koniec wyłączamy ogień, dodajemy starty parmezan i masło. Mieszamy i przykrywamy, by potrawa odpoczęła przez kilka minut. Technika gotowania jest analogiczna jak w przypadku przygotowania risotto, ilość bulionu zaś znacznie mniejsza.
W międzyczasie przygotowujemy łososia. Pamiętajcie, by miał temperaturę pokojową. Jeśli będzie prosto z lodówki upiecze się na zewnątrz, wnętrze zaś pozostanie pół surowe. Zamarynowane duże kawałki pieczemy w piekarniku 180 stopniach C, w małej brytfance z białym winem przez 13-14 minut. Po 4 minutach dokładamy "cieńsze" kawałki łososia. Te będą piekły się maksymalnie 10 minut.
Przygotowujemy sałatkę z rukoli. Umytą i wysuszoną rukolę łączymy z winegrettem i startym parmezanem.
Podajemy kawałki fileta łososia na ziemniaczanym "risotto", z ziemniaczanymi mini fondantami i sałatką z rukoli. Z drobnym dodatkiem ostrej papryczki dla niestroniących od pikanterii. To lekkie, acz pożywne danie wyzwoli chęć na dłuższy, energetyczny spacer, albo ukoi głód bezpośrednio po nim.
***
Dziś zawitaliśmy znacznie bliżej niż zwykle. Okolice Chałup na Półwyspie Helskim są jednym z naszych ulubionych miejsc poza sezonem. Nie ciągnie nas do komercyjnej Jastarni, czy Juraty. Tu jest przyjemnie pusto. Wystarczy zatrzymać się na jednym z leśnych parkingów. Gdzie? Tam gdzie stoi zaledwie kilka samochodów. Czasem żaden.Gdy dopisuje pogoda, świeci słońce i brak jest wiatru, trudno znaleźć bardziej pociągające miejsce w naszej strefie klimatycznej. Inaczej wówczas prezentuje się morze. Jest błękitne i zachęca, by się w nim zanurzyć. Tylko rozsądek podpowiada, że to nie ten czas.

Nawet ptaki wolą obserwować morską toń z drewnianych falochronów. A wcale nie muszą, bo wokół pustka i prawie nie ma ludzi.
Widać jednak, że oprócz nas jakieś stworzenia korzystają z uroków spaceru zimową plażą. Przeszły ledwo chwilę temu. Moment i kolejne fale wyczyszczą ich świeże ślady.
Jesteśmy nad otwartym morzem, więc mimo braku wiatru spieniona woda dowodzi, że żywioł ma się dobrze. Czasem, zwłaszcza gdy dotrzemy tu w środku tygodnia, na horyzoncie widać przepływające statki. Dziś w to świąteczne popołudnie horyzont mieni się jedynie kolażem wydobytym z chmur i słonecznego światła. Dzień jest krótki, nie znaczy że nie jest piękny.
Pogoda potrafi zmienić się w chwil kilka. Dziś jest jednak bardzo łaskawa, mimo formującej się gdzieś w oddali warstwy chmur. Piasek o tej popołudniowej porze przybiera odcienie szarości, zaś woda pieszczona ostatnimi promieniami słońca mieni się różnymi kolorami. Pastelowymi, ciepłymi, zgoła innymi niż temperatura otoczenia.
Czas na powrót do domu.
Mija kolejny dzień. Przychodzi czas kolacji. Mewy, jak my, też pewnie myślą ... czas na rybę.