Prawie wiosennymi nocami jawią mi się pomysły. Zanim zasnę umysł nadaje mi jak geniusz kreatywności. Próbuję zapamiętać, że napiszę o tym, o tym i o tym; namaluję to i to, tak i tak, ugotuję taki obiad, napiszę do kogoś wiadomość; zadzwonię... Zasypiam. Nazajutrz nic nie pamiętam. Mija prędko dzień. Wieczorami mam chęć coś tutaj napisać, odskoczyć od bardzo zrutyniałej rzeczywistości. I co mam w głowie? Nic. Wspomnienie, że przecież jest wiele ciekawych tematów, które chciałabym poruszyć.
To jest setny post na tym blogu.
Biorąc pod uwagę, że napisanie jednego zajmuje minimum godzinę (rzadko kiedy tylko tyle) poświęciłam mu wiele czasu. I wiecie co? Dalej mam ochotę to robić. Cieszy mnie kiedy ktoś tu zajrzy i zostawi jakiś ślad. Dziękuję Wam. Niektórzy czytają i nie zdradzają się z tym. Również dziękuję!
Czasami pomartwię się przez chwilkę, że ktoś mnie jakoś ocenia. Szybko przypominam sobie, że nie zależnie od tego czy prowadzę blog, piszę książkę, odpowiadam "dzień dobry" na ulicy; że nie zależnie od tego co zrobię zawsze ktoś sobie coś. Skoro tak kręci się świat, niech mu będzie. Przynajmniej jest o kim pomyśleć, hm? Lepsza wirtualna zu niż milczący telefon. A zresztą sama siebie też oceniam i wcale nie jestem przy tym sprawiedliwa. A Ty jesteś?
Od początku prowadzenia bloga nie chciałam pisać tylko o gotowaniu, dlatego podtytuł to "zu w dużym domu", a nie na przykład "zu w kuchni". Robiłam podejścia do tematyki wnętrz i sztuki. Na przykład
tu,
wtedy,
tu i
tutaj. Bardzo rzadko ograniczałam się wyłącznie do przepisu kulinarnego. Kuchnia to ogromna przestrzeń w moim domu, podobnie wielka jak pracownia i ogród. Dom scalony jest cudowną rodziną, wspólnym zamiłowaniem do piękna i natury.
Być może nie zawsze dam przepis. Ale mogę dać wiele, mam na to dużo pomysłów, gdy prawie śpię.

