Trzeba chodzić na zakupy. O zgrozo! Temat okroję okrutnie, bo mam na myśli zakupy spożywcze.
Świat wygląda teraz najczęściej tak: chcesz coś zjeść, musisz to najpierw kupić. Czasem tak: chcesz coś zjeść, musisz to najpierw kupić, a potem przygotować. Rzadko tak: chcesz coś zjeść, musisz to najpierw zasiać, potem pielęgnować, by ostatecznie przygotować.
Nawet jeśli uprawiasz ziemię, to zazwyczaj potrzebujesz choć od czasu do czasu coś kupić. Bo pewnie sam nie wytłoczysz sobie oleju, nie zbierzesz kilku rodzajów zbóż i nasion, nie wiesz jak, nie masz z czego, zarobiony jesteś itp.
Trzeba więc chodzić na zakupy... chyba, że jest się samowystarczalną, wyjątkową, odporną na mnogość jednostką. Ja nie jestem. Ale mam innego chochlika.
Na zakupach długo wpatruję się w półki. Przeglądam je z dołu do góry, z góry w dół i na boki. Jeśli już wypatrzę opakowanie mające rzekomo zawierać poszukiwany produkt oglądam go wzdłuż i wszerz. I czytam najdrobniejszy druczek. Tym sposobem próbuję kupić ser żółty, biały, pleśniowy - często się nie da. Śmietanę - znalezienie jej graniczy z cudem. Bakalie - trudno o te nie siarkowane. Konserwowane warzywa zniechęcają zawartością cukru, glukozy, soli. Chcę kupić mąkę inną niż biała pszenna - nie ma, niestety.
Spędzam więc długie godziny na czynności zakupów, męczę się tym przeokrutnie. Śpieszy mi się do domu, pogotowałabym już coś smacznego i odżywczego.
Czasem odwiedzę sklep ze zdrową żywnością - produktami wstępnie przeselekcjonowanymi przez kogoś innego, zaopatrzonymi w certyfikaty bio. Wydam wtedy milion złotych, ale przecież i tak nie kupię tam "wszystkiego". Może i mogłabym kupić, ale wówczas wydałabym dwa miliony, a tyle nie mam.
Czytam więc etykiety, poświęcam cenny czas na wybieranie produktów bez dodatków chemicznych, bez cukru i soli, bez tego co nie wiem czym jest. I wiem, że robię to, co właściwe dla naszych ciał i dusz. Wiem też, że nie tylko teraz jesteśmy zdrowi, ale że zachowamy zdrowie przez długie lata. Omijam szerokim łukiem gotowe dania i żywność w proszku, interesuje się pełnowartościowym jedzeniem. Zdaję sobie sprawę z tego jak daleką drogę mają owoce i warzywa z miejsca uprawy do sklepu, czym są karmione i zabezpieczane zarówno w czasie wzrostu jak i do transportu i sprzedaży. Staram się więc kupować to, co sezonowe i co pochodzi z polski, gdzie mieszkam.
Mnie nie trzeba przekonywać, że współczesne jedzenie i środowisko szkodzą ludziom. Jestem tego pewna. W dużej mierze od nas konsumentów zależy co rynek oferuje. Kształtujemy go dokonując takich a nie innych wyborów. Jeśli świadomość społeczna wzrośnie, być może zdrowa żywność będzie korzystniejsza cenowo i bardziej dostępna niż teraz. Szkoda tylko, że wiele ludzi musi podupaść na zdrowiu i bardzo cierpieć, żeby docenić rolę jaką spełnia w naszych życiach jedzenie. Pełnowartościowe jest lekarstwem, które działa powoli lecz bardzo skutecznie. Powoli, ale bez skutków ubocznych, których pełne są farmaceutyki.
Nie mówię, że to wszystko jest proste. Potrzeba bowiem sporo zaangażowania; czasu by się edukować, by uprawiać warzywa, robić zakupy, przygotowywać jedzenie. Z czasem jednak naturalne, zdrowe odżywianie staje się sposobem myślenia i funkcjonowania. Przybywa sił i zdrowia. Coraz mniej potrzebujemy cukru, soli, wyraźnie odróżniamy smaki, regulujemy swój apetyt i jelita - robi się wspaniale na ciele i duszy.
Nie uważam, że trzeba wszystko robić w 100 procentach jakoś. Wręcz przeciwnie - myślę że sztywne trzymanie się jakichkolwiek ścieżek, reguł i sposobów jest mocno nie zdrowe! (Grozi poczuciem winy i obniżaniem własnej wartości.) Ale uważam, że trzeba wiedzieć co się robi, nawet jeśli jest to tylko robienie zakupów spożywczych, jeśli jest to
tylko odżywianie.
Odżywczy koktajl
przepis z książki "Odnowa na talerzu" Bożeny Żak-Cyran
- 1/2 szklanki świeżo zmielonych nasion lnu
- 1 banan
- 2 jabłka bez gniazd nasiennych
- 4 szklanki soku jabłkowego
Składniki zmiksować i podawać.
Z podanych proporcji otrzymujemy około 6 szklanek koktajlu.