Wiecie co w gatunku ludzkim dotyka mnie dogłębnie boleśnie? A no nasze pozorowanie, zatajanie swojego zdania, swojej godności, najzwyczajniejsze na świecie udawanie! Kiedy trzeba pomóc starszej, schorowanej osobie nie ma nikogo. Ale każdy przyjdzie na pogrzeb, zrobi smutną minę, nażre się na stypie. To samo ze ślubami - obowiązkowo należy zaprosić każdego, bo inaczej będą żywić głęboką urazę prawdopodobnie przez długie lata. Przy spotkaniach jednak nie dadzą po sobie poznać, żeś cham i świnia.
I dalej jeszcze bardziej prozaiczne przykłady, nie wymagające wyobrażenia sobie pogrzebów i ślubów. Twój styl życia, jego komentowanie i ocenianie dozwolone wszystkim - za Twoimi plecami. Żywa krytyka! Informacje takie czasem docierają do nas dzięki życzliwym posłańcom życzliwych nam ludzi. Złamałam Ci serce tym, że nie karmię dziecka tak, jak Ty uważasz za słuszne? To dlaczego nie powiedziałaś mi tego, gdy siedzieliśmy razem przy stole?
Okay, nie jestem święta w tej kwestii. Zdarza mi się wyrzucać sobie spóźniony zapłon. Ja również zostałam wychowana, że nie wypada sprawiać innym przykrości, więc czasem udaję że mi zależy, gdy mi nie zależy, przytaknę że rozumiem, gdy nie rozumiem, zgodzę się z kimś, gdy mam odmienne zdanie. Odegram szopkę, którą nakazuje tradycja i szacunek do kogoś, kto mnie zaprosił do uczestnictwa w niej. Tak jest czasami po prostu wygodniej. W większości sytuacji jednak jestem szczera ze swoimi emocjami, a co za tym idzie straszę ludzi. Bo dopóki wyrażamy emocje zwane pozytywnymi (oczywiście w odpowiednich ku temu miejscach) wszystko bywa dobrze, ale emocje mające etykietę negatywnych wywołują zwykle niesmaki i skandale. Nie wolno. No nie wolno. Lepiej się udusić, okłamać wszystkich dookoła, a potem wypierdzieć żale podstępnie kilku osobom tak, aby dalej swą energią fałszu dotarły do źródła i śmierdziały tam jak rozdeptana kocia kupa.
Na tym właśnie polega manipulacja, a manipulacja to rządzenie. Śmiem więc twierdzić, że człowiek rządzi swoim zdaniem w taki sposób, aby rządzić sercem innego człowieka. Brawo człowieku, władco całego świata.
"A to feler" rzekł był seler. Seler ma potencjał: smak charakterystyczny aczkolwiek zmienny zależnie od sposobu przyrządzenia. W kwestii surówki potrzebował zmian, bo w umysłach króluje wśród jabłek, orzechów i śmietany. Z całego serca polecam tę prezentowaną dziś, jest bardzo smaczna, a wymaga minimum czasu i składników.
Surówka z selera
- mała główka selera
- pół dużego kubka jogurtu greckiego
- pęczek koperku
- 2 łyżki zimnotłoczonego oleju z orzechów włoskich
- 2 ząbki czosnku
Selera obrać i starkować na dużym oczku. Połączyć z posiekanym koperkiem i wycisnąć doń czosnek. Wymieszać z pozostałymi składnikami. Odstawić na 15 minut, by smaki połączyły się. Podawać jako dodatek do obiadu lub jak kto lubi...