Cztery pory roku w afgańskiej wiosce
Reportaże o wyplataniu dywanów
Afgańskie wioski zapomniane przez świat. W przeciwieństwie do dużych miast owianych wojenną sławą pozostają w cichej głuszy, a jednak to tam toczy się prawdziwe życie.
Anna Badkhen podróżując dotarła do miejsca, gdzie pośrodku pustyni, w miejscu zapomnianym i oddalonym od aglomeracji o wiele kilometrów mieszkają niezwykli ludzie, a przede wszystkim kobiety, których historia zatacza się wokół kolorowej przędzy.
Życie mieszkańców afgańskiej wioski nie jest już tak barwne. To miejsce, do którego nie dostają się samochody. Do wioski można się dostać na piechotę, co jest nie lada wyczynem, bądź podróżując na ośle. Mieszkańcy wioski niewiele wiedzą o świecie, nie znają obyczajów panujących w Europie, nie mają pojęcia o tym, jak daleko leży Ameryka. Jednak przede wszystkim są to ludzie bardzo ubodzy, tacy, których majątkiem jest wytwór ich rąk.
Cztery pory roku w afgańskiej wiosce o niesamowicie barwny zbiór reportaży uporządkowanych chronologicznie. To zapis podróży autorki oraz wgląd w życie mieszkańców Oki. Anna Badkhen w niesamowicie liryczny sposób opowiada historię mieszkańców, ich tradycje i obyczaje. Pokazuje świat z perspektywy kobiety, która nie do końca rozumie zwyczaje Afgańczyków, ale próbuje poznać ich świat, pokazując tym samym swój. Nie boi się opisywać rzeczy absurdalnych i przerażających, ale łagodzi je pięknymi opowieściami. Afganistan to kraj niebezpieczny, zwłaszcza dla kobiet, gdzie na każdym kroku czają się Talibowie, gdzie ludzie są wrogo nastawieni do białych kobiet. To miejsce gdzie trzeba dopasować się do otaczającej rzeczywistości. To miejsce gdzie dostęp do heroiny jest o wiele łatwiejszy niż do jedzenia.
Zdecydowanie liczyłam na tak świetne reportaże jak te w wykonaniu Anny Badkhen.
Cztery pory roku w afgańskiej wiosce, Anna BadkhenWydawnictwoKobiece, 2016
Moja ocena: 8/10
- Po przeczytaniu tej książki zyskałam 2,9 do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 111,1 cm
Przeczytane w tym roku 27/70