Natura obdarzyła mnie kręconymi włosami. Powiesz wow?
Nie ma się czym cieszyć, one są po prostu nieujarzmione, nie kręcone, a dziwne. W dodatku cienkie, liche i łamliwe, no i przesuszone. Słowem beznadziejne.
Pomagam im jak mogę, stosuję tyle na swą głowę, że dziwię się, że jeszcze trzyma sie przy szyi.
Ale też potrafię jej dokopać: suszarką, lokówką, prostownicą, sporadycznie skleję fryzurę laierem czy naklepię piankę.
O pielęgnacji moich włosów mogłabym napisać nie mniej niż włosomaniaczki, ale końcowy efekt i tak byłby marny.
Dobra, już nie narzekam, zostawiam was z recenzją.
Curl Secret, BaByliss
Nie jestem mentorem w dziedzinie urządzeń do stylizacji włosów. Jak zwykle do takich nowinek namawia mnie siostra. To ona od dziecka kolekcjonowała zaplatacze do warkoczów (które nie działały) z katalogów wysyłkowych. To ona dyktuje tacie co ma kupić nam na dzień kobiet (bo prócz kwiatów mnie, mamie i siostrze robi zbiorowy prezent, taki bardziej "porządny").
Tak było i tym razem lokówka Babyliss Curl Secret wylądowała u mnie za jej radą. Zdałam sie na nią, zrobiłam przelew, ale kompletnie nie wiedziałam nic wcześniej o tym produkcie.
Gdy przyszła do mnie przesyłka i nim ją rozpakowałam Karola popatrzyła na mnie i powiedziała: "Ale wiesz, że ona wciąga włosy?"
WCIĄGA? Wtf? Ale jak to?
Rozpakowałam urządzenie.
Wyglądało niepozornie. Długa rączka, część właściwą stanowiła okrągła kopuła o średnicy ok. 7 cm. z otworem do umieszczenia w niej włosów. Kabel sredniej długości. W opakowaniu dodatkowo znajdziemy czyścik do urządzenia.
Urządzenie posiada opcje czasu skręcania włosów. Jest to przedział 8-10-12 sekund.
Drugą opcją zastosowania jest moc grzania. Do wyboru mamy poziom I i II.
Ja zastosowałam na pierwszy raz opcję pośrednią: 10 sekund i poziom I ponieważ moje włosy jak wiecie są cienkie.
Zrobienie fryzury urządzeniem BaByliss Curl Secret nie jest aż takie proste jak widzieliście to pewnie na reklamach.
Ja nim zaczęłam poczynania z fryzurą obejrzałam chyba ze 3 filmiki :)
Jak pies do jeża podeszłam do próby.

Wydzielałam niewielkie pasma, trzeba pamiętać by układać je w odpowiednią stronę.
Następnie zamykamy wieczko i trzymamy do usłyszenia charakterystycznego biip. Może się okazać, że pasmo, które włożyliśmy jest za cienkie, bądź odwrotnie - jest zbyt grube. Urządzenie jest tak inteligentnie zaprogramowane, że nam o tym powie szybkim i głośnym pipczeniem.
Kręcenie włosów nie jest szczególnie kłopotliwe, z czasem dochodzi się do wprawy. Obawa o wkręcenie czy upalenie włosów maleje przy kolejnych podejściach, ale miło jest czuć tę adrenalinę.
Efekt końcowy nie zadowolił mnie jednak w 100 %. Lepsze fale uzyskuję kręcąc włosy na prostownicę.
Lokówka mocno skręciła i skróciła przy tym moje włosy.
Efekt, który widzicie na zdjęciach jest po natychmiastowej stylizacji, po kilku godzinach loki się rozpadły i wyglądały już lepiej.
Nie chcę was zniechęcać do urządzenia. Może na waszych włosach sprawdzi się idealnie. Na moich cienkich i krótkich nie uzyskałam efektu innego od tego, który robię lokówką obrotową czy prostownicą.
Koszt urządzenia to ok. 200 zł (wiem, że ceny są przeróżne, a TESCO bije chyba wszystkich na głowę, bo tam za lokówkę trzeba wyłożyć 4 stówki)