Jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie kosmetyków.
Owiany magią i mistycyzmem. Szykowałam się do aplikacji niczym na czarną mszę, a jednak nadszedł ten czas.
Maskę zamówiłam na
Aliexpress i szła do mnie ponad 2 tygodnie. Ja zamawiałam ją
TU ale bez problemu znajdziecie ją na Ali i będziecie mogli wybrać to co najbardziej wam pasuje (ja zawsze sugeruję się ceną + darmową wysyłką)
Nim przejdę do konkretów uprzedzam, że w poście pokażę wam również to co maska zawiera po ściągnięciu jej ze skóry. Dla szczególnie wrażliwych dam, tudzież spożywających późną kolację, lub już śniadanie to też możecie sobie darować (ale najważniejsze jest to, by nie jeść przed komputerem, prawda?)
AFY - czarna maska na wągry "peel-of"
Maska zamknięta została w tubce wykonanej z dość giętkiego i elastycznego tworzywa.
Zakręcana na zakrętkę.
Opakowanie w ładnym czarnym, błyszczącym kolorze. Wygląda naprawdę elegancko. (gdyby nie te chińskie napisy)
Dodatkowo opakowana jest w kartonowe pudełeczko.
Pojemność maski to 60 g.
W dziubku tubki znajduje się dziurka o ok. 0,5 cm średnicy. Taka wielkość pozwala na odpowiednie dozowanie kosmetyku.
Maska ma piękny czarny i lśniący kolor. Wygląda jak świeżo stopiona smoła (my w dzieciństwie wygrzebywałyśmy ją spod asfaltu).
Maska ma konsystencję gęstego żelu. Z pełną gracją da się ją rozciągnąć między palcami bez przerwania cieku.
Zapach maski może dla niektórych być nieprzyjemny, ja jednak nie uważam by tak było. Owszem jest trochę specyficzny, nie pachnący jak żadna roślinka ani cokolwiek do czego mogłabym porównać. Choć pisząc tę notkę wąchałam i wąchałam i wiem: pachnie jak baza z Semilaca pod hybrydy. Na szczęście zapach za jakiś czas po nałożeniu staje się bardziej subtelny.
Pierwsze użycie maski to ten moment, w którym listonosz powitał nas radosnym "Dzień dobry". I nie było gadki o pogodzie i omal nie wypchnęłyśmy go z siostrą z domu by się do niej dobrać :)
Jako, że młodszym się ustępuje pierwsza nałożyła ją Karola, ja się wstrzymałam - i trochę nauczyłam na jej błędach.
Nie będę ściemniać,
nie robiłyśmy za pierwszym razem parówki, bo ekscytacja była zbyt wielka.

Karolina nałożyła
niewielką ilość maski na nos, bo stwierdziła, że na pierwszy raz testowy to jej wystarczy.
Warstwa na wpół przezroczysta okazała się być zbyt cienką. Maska zaschła szybko, bo po około 10 minutach, jednak przy zdejmowaniu rwała się na kawałeczki. W większości musiała ją niemal zeskrobywać palcem z nosa. - Próba nieudana
Ucząc się na błędach postanowiłam nałożyć solidniejszą warstwę, taką która równomiernie pokryje twarz nie pozostawiając przezroczystych plam. To co widzicie na zdjęciu to już zastygnięta maska, więc odrobinę prześwitu w miarę wysychania powstało.
Świeżo nałożona maska jest gładka, natomiast w miarę zastygania pojawiają się na niej widoczne punkciki wyciąganych do wierzchu zaskórników, suchych skórek i innych niechwalebnych cosiów.
Moja warstwa maski nie zastygła tak szybko jak siostry. Do pełnej suchości potrzebowałam 30 minut.
 |
| Powiększ zdjęcie żeby zobaczyć pełny efekt oczyszczania |
W tym czasie doświadczyłam uczucia nieprzyjemnego ściągania, ale nie jest to nic strasznego, jeśli ktoś ma do czynienia z zastygającymi maskami czy glinkami.
Horror (a raczej dramat) pojawia się przy ściąganiu. Miałam to szczęście (a może jednak nieszczęście), że moja maska zrywała się w niemal jednym kawałku. Doświadczyłam więc nieprzyjemnego pociągania napiętej skóry, wyrywania włosków na twarzy (och jak dobrze, że mam je mikroskopijne, bo nie wiem co poczuje osoba bardziej owłosiona). Przy tym zdążyły mi dwa razy polecieć łzy (pierwszy raz gdy maska schodziła ze strefy pomiędzy oczami, drugi raz gdy pociągnęła mi ostro płatki nosa). Prócz łez zdążyłam też zakląć sobie "o k^r...ka" i stwierdziłam, że to koniec i się poddaję, ale świadomość podpowiadała mi "drzyj" :D
Po chwili stwierdziłam, że jednak przeżyłam a moim oczom ukazał się widok powyrywanych wągrów, oczyszczenia zaschniętych, niespeelingowanych uprzednio skórek i straconych włosków.
Zatem wraz z maską miałam nie tylko oczyszczanie wągrów ale też złuszczanie i depilację gratis.
Byłam zła i szczęśliwa. Zła bo skóra wciąż piekła i szczęśliwa bo wylazło co wyjść miało.
Tu dodam, że ja nie mam mocnych problemów z zaskórnikami, mam niewielkie wągry, które maska świetnie wyciągnęła.
W tym samym momencie wszedł do domu mój P. i pełna żalu, że bolało postanowiłam się tym bólem podzielić, nic nie mówiąc o cierpieniach i zwyczajnie nakładając z mostu maseczkę narzeczonemu.
On ma zupełnie inny typ skóry niż ja.
Ja mam suchą i bez większych problemów czy wągrów, zaskórnikow - On ma cerę tłustą i dużo widocznych, zapchanych wągrami porów.
Jak się pospieszyłam, tak sprawę spieszyłam o czym uświadomiłam sobie, gdy zrywając mu maskę powiedział, że nic nie boli.
Nie odtłuszczenie twarzy spowodowało, że maska się niemal nie dokleiła i nie zadziałała jak powinna.
Kolejne razy były już bardziej udane
Moje luźne wnioski:
- Parówka pomaga w lepszym efekcie oczyszczania.
- Odtłuszczenie skóry jest koniecznością.
- Grubsza warstwa jest bardziej efektywna niż cienka
Plusy: - świetnie oczyszcza niewielkie zaskórniki (tak jak u mnie)
- ma piękny kolor i powoduje lekko chłodzący efekt przy nakładaniu
- jest najlepszym kosmetykiem do oczyszczania jaki do tej pory stosowałam
- niewielka cena
Minusy:- skórę trzeba uprzednio odpowiednio przygotować
- nie radzi sobie z głębokimi wągrami (jak u P.)
- jeśli ubrudzi Ci ubranie możesz się z nim prawdopodobnie pożegnać (w piżamie zeskrobałam maskę - zrobiłam dziurę, w t-shircie po zapraniu pozostało jaśniejsze miejsce)
- długi czas oczekiwania na paczkę
Kupione w: Aliexpress
Cena: 2,29 USD (ok. 9 zł)
Czy kupię ten produkt ponownie: tak