Jest jedna rzecz, której bardzo nie lubię, a która była moim udziałem. Otóż kiedyś, byłam taką upartą, zapiekłą babą, która chciała mieć poczucie, że do wszystkiego w życiu doszła sama. Sama na swoich błędach, własnymi rękoma i tak dalej. Gdyby ktoś mi wtedy pomógł niedajboże - musiałabym umrzeć. Chciałam żeby sukces był tylko mój. Chciałam zawdzięczać go tylko swojej pracy. Chciałam zrobić wszystko sama i... pewnego dnia uświadomiłam sobie, że kiedy już stanę na tym pięknym szczycie, który dla siebie wymarzyłam... twarz będzie mi smagał zimny wiatr, będzie cicho i bardzo samotnie. No i co można robić na takim szczycie? W dodatku żeby samemu iść na ten szczyt, trzeba ciągle z nieufnością patrzeć na innych. Czy aby nas nie wyprzedzają? Czy nie są zwinniejsi? Czy nie mieli lepszego startu? Czy pogoda im bardziej nie sprzyja? Można, mówiąc krótko ocipieć.
Dziś nadal jestem indywidualistką i lubię robić rzeczy sama, ale nie boję się już prosić o pomoc. Co więcej, nie odbieram ludzi jako zagrożenie, raczej wychodzę z założenia (przyznaję się bez bicia - czasem naprawdę naiwnie) że wzbogacą moje życie i projekty, które tworzę. Od dawna nie myślę o ludziach jak o konkurencji. Jak ktoś zdobywa coś na czym to mi zależało, wzruszam ramionami i mówię sobie "oh, no może to nie było mi pisane? Może świat szykuje dla mnie coś jeszcze lepszego, kto to wie?". I idę dalej. Dzięki temu, ludzie zmienili nastawienie do mnie i wspierają mnie na maksa w moich inicjatywach. Zaprzyjaźniona graficzka, a nawet dwie, pomagają kiedy trzeba coś pięknego zmajstrować, ktoś podrzuca radę, ktoś inny otwierającą oczy książkę, jeszcze ktoś kontaktuje mnie z kimś... i tak tworzy się pewnego rodzaju ekosystem. Bardzo dobrze jest dla ducha, kiedy rozpływa się w większej całości i czuje się częścią. To kojące dla wszystkich garniturowców, korposczurków i ludzi z kredytem na trzydzieści lat. Dla tych co na wygnaniu w obcym mieście i dla tych co zaczynają wszystko od nowa bo z jakiegoś powodu, swoje stare miejsce utracili.
A bycie częścią ekosystemu zakłada działanie na jego korzyść. To dlatego okropnie mnie irytują ludzie, którzy narzekają ale nic nie robią. I wcale nie mam teraz na myśli tak modnego w tych dniach samorozwoju, wiecie, ulepszania siebie i swojego życia. Mówię o dokonywaniu personalnych wyborów tak, żeby wesprzeć innych. Wkurzają mnie Ci, którzy nadają na polityków i nie idą na głosowanie. Do białej gorączki doprowadzają mnie ludzie, którzy bredzą "o, o zwierzętom paniusia pomaga, toć to tylko zwierzęta! Kto pomoże biednym dzieciom?". Zgadnijcie ilu dzieciom pomogły osoby wygłaszające podobne frazesy. Irytują mnie ludzie, którzy narzekają na "okropnie wysokie ceny szmat w sieciówkach" a jednocześnie głośno bronią szwaczek w Bangladeszu. Toć marża to jedno, drugie to fakt, że może wcale nie jesteś w stanie dać o kilkadziesiąt % więcej po to by dostawcy zarobili więcej (no bo ile rzeczy kupujesz z organicznych linii lub fair trade? Pooglądasz a potem marsz w wieszaki "wszystko po 10zł). Nie lubię ludzi, którzy marudzą ale sami nie są w ogóle w stanie nic od siebie dać.
Bitchslap. Serio? Nie jesteś już dzieckiem żeby oczekiwać od świata, polityków, sąsiadów czy obcych (Mars napada) żeby stworzyli Ci dogodne warunki. I ok, nie każdy nadaje się na polityka ale każdy może zrobić coś. Jak słyszę frazes ŚWIATA NIE ZMIENISZ mam ochotę gryźć i kopać. Oto tylko kilka pomysłów na małe zmiany, które mają wpływ. Wątpisz? Z pewnością mają większy niż żalenie się jak jest źle i oczekiwanie, że ktoś poprawi Twój los.
POMYSŁY:
- Przykład jabłek Putina pokazał, że możemy być dumni z naszych produktów i możemy pomóc naszym rolnikom. Polakom. Nie fajnie? Nie mówię, że imbir czy awokado złe ale czemu nie kupować lokalnych, polskich produktów? Jabłek, gruszek, śliwek, miodu? Czemu nie snobować się na cydr? Czemu nie przypomnieć sobie o rodzimych browarach, o polskich firmach produkujących różne rzeczy? Czemu nie kupować od osób, które chcemy wspierać? Płyty ulubionego artysty, iść na warsztaty z robienia lalek do fajnej, kreatywnej laski? Kupić książkę kogoś z kim utożsamiamy się duchowo?
- Oddać niepotrzebne rzeczy innym. Nie wielkim organizacjom. Sąsiadom. Ubogiej rodzinie, którą zna ktoś z Twojej rodziny. Możliwie blisko, tak żeby zobaczyć efekt swojego podarunku. To bardzo łąduje akumulatory.
- Wziąć udziału w wolontariacie. Nie każdy chce i nie każdy może. Ale może Ty chcesz i możesz?
- Podzielić się z innymi informacjami. O ofercie pracy, o fajnych zajęciach, o tanim, dobrze zaopatrzonym lumpie, o dobrym filmie. Wzbogacić bliźnich o coś, co myślimy, że jest im potrzebne.
- Zbudować domek w ogrodzie dla pszczół.
- Zaadoptować pszczoły.
- Karmić ptaki zimą.
- Nigdy nie śmiecić a wręcz jak można, cudze śmieci podnosić. No bo co, nie swoją ziemię sprzątasz?
- Nagłaśniać problemy i działać społecznie lub wspierać tych, którzy działają. Kibicować antysmogowcom, feministkom czy kreatywnym paniom przedszkolankom.
- Uznać, że cudzy interes jest też moim interesem. No jak Krysia, Zdzisia i Ziuta będą czuły się dobrze to na bank zrobią dla innych też coś miłego. A może właśnie dla nas.
- Dzielić się swoją wiedzą. Nawet jeśli masz poradzić koleżance, że zajady robią się zwykle z braku witaminy B. I że kasze i płatki drożdżowe są całkiem si.
- Przeznaczyć część zarobionych pieniędzy na inicjatywę, w którą się wierzy.
- Chwalić innych i doceniać ich.
- Napisać podręcznik dla dzieci lub stworzyć dla nich fajne warsztaty.
Powiem więcej, niektóre z tych rzeczy, nie muszą być nieodpłatne. Brakuje nam dobrych artystów, zdrowego jedzenia, wiedzy, inspiracji. Możemy za to płacić. Możemy konsumować, możemy tworzyć, możemy rozdawać za free.
Tylko nie mówi mi, że się nie da. Bo jeśli nie robisz nic, żeby zmienić to na co tak narzekasz, to się zastanów - czy naprawdę jesteś pełnoprawnym użytkownikiem tego świata? I czy jesteś twórcą czy jesteś spłukanym, rozkapryszonym bachorem w sklepie z zabawkami?
Z bojowym pozdrowieniem
Blum
P.S Jest jeszcze jeden ogromny benefit z poczucia się częścią czegoś - jak przestajesz rywalizować a zaczynasz czuć jedność, to cudze sukcesy Cię cieszą. Ba! Ktoś osiąga sukces a Ty się czujesz jakbys sam osiągnął. To bardzo miłe jest bo ja mam kolegów co mają super firmę, koleżankę mega zdolną lekarkę, super Jagę na doktoracie w Zurychu, mega utalentowaną Magdę rysowniczkę, odważną życiowo Mitu, siostrę twardzielkę, chłopca mózgowca, Sarenkę co sobie zrobiła licencjat i zrzuciła w międzyczasie ponad 20kg, koleżankę z pracy, która właśnie dziś urodziła dziecko a pamiętam jej opowieści o nieudanych randkach itp itd.
Sama w jednym życiu nie ogarnę tylu sukcesów. A co się cudzym nacieszę szczerze - to moje :)