Jest zimno, ciemno, a dni są tak krótkie, że zastanawiam się czy w ogóle powinnam wychodzić z domu. Kiedy ruszam do pracy, opatulona w kilka ciepłych warstw, z zazdrością spoglądam na drzemiącą o wczesnym poranku Lolę. To będzie ciężka zima. Lubię śnieg, lubię mróz, ale jest w Szwajcarii coś czego nie znoszę - zimny i silny wiatr, przed którym ciężko się ochronić. Wiatr, który jest w stanie wytropić najmniejszą szczelinę w zimowym ubraniu i schłodzić organizm w mgnieniu oka. Grudzień to nie jest dobry na picie zimnych soków, chłodnej wody czy zmrożonego alkoholu. I tak jak w lecie lubię weekendową lampkę zimnego białego wina z owocami, tak teraz sięgam po grzańce. Grzany cydr, wino czy rum, najlepiej doprawione świeżym imbirem, sokiem cytrynowym i miodem to doskonały grudniowy rozgrzewacz. To właśnie rum został ostatnio moim przyjacielem. Podlałam nim dżem z jabłek, dodałam do drożdżowego ciasta i namiętnie mieszam go z sokiem pomarańczowym, bo to po prostu idealne połączenie. Oczywiście nie piję go za dużo. Wychłodzony i osłabiony organizm nie woła teraz o alkohol, ale taki ciepły napój z rumowymi procentami to wspaniały drink imprezowy, a tych będzie zaraz sporo. Więc dzielę się przepisem z Wami, bo warto. Nie warto natomiast trzymać trafionych przepisów tylko dla siebie. Przecież jedzeniem trzeba się dzielić. Wpis wędruje do
kalendarza adwentowego Ani i dziś o północy pojawi się w okienku nr 3. Jest mi niezmiernie miło, że mogę do niego dorzucić swoje trzy grosze (a właściwie cztery). Jeśli macie pomysły na swoje sprawdzone ciepłe napoje to proszę podzielcie się nimi ze mną.