
Śniadania na mieście przebojem podbiły nasze życie. Jeszcze kilka lat temu dziwiliśmy się na przykład takim Francuzom, że rano zajadają się kawą i maślanym croissantem w ulubionej kawiarni pod domem, ale najwyraźniej dużo się zmieniło! Mamy targi śniadaniowe, biobazary, a knajpy, żeby zachęcić nas do wyjścia z domu oferują zacne promocje na śniadanie + kawę gratis (lub odwrotnie). Aioli, Berek, Kreperia… całe szczęście lokali jest coraz więcej. I coraz więcej knajpek oferuje też śniadanie weekendowe. Tak właśnie trafiliśmy do Momu (skuszeni zdjęciami i stories od Roberta z Where’s The Food). Recenzja Momu Warszawa – zapraszam na nasze wrażenia z tego sobotniego poranka.
Właściwie to mieliśmy wylądować na omletach w Berku, ale przejeżdżaliśmy obok Momu na rowerach i zaciekawił nas praktycznie brak wolnych miejsc. O 11 rano. To zawsze dobrze świadczy o lokalu! Zaparkowaliśmy nasze bestie – tutaj duży plus za dużo stojaków w okolicy – usiedliśmy na miłym miejscu w oknie i czekaliśmy na obsługę.

Lokal, pomimo tego, że jest umieszczony przy sporej ulicy, nie jest aż tak głośny i hałaśliwy, jak na przykład Między Bułkami, gdzie praktycznie ciężko było porozmawiać. Siedzieliśmy w miejscu gdzie ogródek zmienia się w salę. Muzyka grała niezbyt głośno, a liczne i aktualne (grzech wielu lokali to stare czasopisma sprzed roku) czasopisma zachęcały do powolnego śniadania. Z Momu rozpościera się widok na piękny Plac Teatralny i przylegające do niego budynki i uliczki.
Obsługa szybko i sprawnie przyjęła nasze zamówienie i pomimo bardzo dużego ruchu w lokalu, szybko podano nasze napoje. Caffe Romana by Momu – zobaczcie tylko zdjęcie zrobione przez najlepszego z mężów! Nigdy nie powiedziałabym, że kawa bez mleka, za to z limonką tak bardzo przypadnie mi do gustu, ale wypiłam ją duszkiem.

A jak śniadania? A śniadania wyśmienite. BIAŁA OD STASZKA Z HALI MIROWSKIEJ – to danie zamówił T. i spałaszował je bardzo szybko, tak szybko, że nawet nie udało mi się go spróbować. Na ogromnej pajdzie chleba czaiły się dwa spore kawałki kiełbasy, jajko sadzone i chrzan jeżynowy, do tego rzodkiewka i ogórek. Jego zdaniem pycha.
Mój PSTRĄG Z PIECA był dużym podpłomykiem z makiem wypełnionym wędzoną rybą, papryką i jogurtem naturalnym. Najadłam się na maksa. Był po prostu pyszny. No i ryba na śniadanie – czy to nie jest zdrowy pomysł na rozpoczęcie dnia? Do Momu mieliśmy 10km na rowerach, więc apetyty nam dopisywały i zdecydowanie nie mieliśmy powodu do narzekań.

Z czystym sumieniem wystawiam Momu 4,5/5 i polecam. Promocja na weekendowe śniadania śniadanie i kawa za grosz nas kupiła, dlatego chętnie wrócimy tu jeszcze na lunch i kolację, bo moja druga połowa zmieniła niedawno pracę na miejsce, które znajduje się bardzo blisko Momu :)
Post Śniadanie na mieście idealne? Recenzja Momu Warszawa pojawił się poraz pierwszy w Pinch of Salt.