Instagram to dla wielu, nie tylko kulinarnych blogerów, ważna część życia, istotna platforma marketingowa, lub po prostu zdjęciowy pamiętnik. Hasztagi zadomowiły się już na dobre, a aplikacja zachęca do popadania w depresję obserwując zdjęcia pięknych, młodych i bogatych i ich życie w kolorze filtra Nashville.
Foodie to mocna reprezentacja, zalewająca nasze aplikacje pięknymi zdjęciami (zawsze zazdrośnie zezuję na brodatego hipstera w obiektywie Tosi z Burczymiwbrzuchu i przeżywam radość połączoną z dziką zazdrością oglądając piękne, bajeczne aranżacje Edith).
Zabrzmiało to nieco banalnie, ale spotkałam się ostatnio z kilkoma uwagami o treści mniej-więcej „no i ona wrzuca te zdjęcia jedzenia na facebooka, na co to komu potrzebne” – osoby, które je wypowiadały zdecydowanie nie należały do frakcji foodies. Słowo foodie zadomowiło się na dobre w kulinarnej blogosferze i firma LINE Corporation postanowiła pójść o krok dalej i stworzyć aplikację poświęconą tylko doskonaleniu się w sztuce instafoodowania, czyli, dla niechętnych zapożyczeniom, robienia jedzeniu doskonałych i apetycznych zdjęć za pomocą swojego telefonu. Czy potrzebujemy kolejnej aplikacji, jako dodatku do Instagrama, VSCO i innych aplikacji, które same w sobie są bardzo fajne? Zapraszam do mojej krótkiej recenzji.

Kiedy przeczytałam o apce w newsletterze branżowym WERSM, byłam trochę sceptyczna, bo bardzo lubię pracować z VSCO. Postanowiłam jednak dać, jak na prawdziwą foodie przystało, szansę aplikacji o tej samej nazwie i zainstalowałam ją na moim nowym smartfonie Meizu M2 Note (bardzo polecam!). Aplikacja jest bardzo prosta i okrągła, w przeciwieństwie do swoich starszych braci, którzy są bardzo panelowi i kanciaści. Nie dość, że smartfon informuje nas o tym, czy kadr jest odpowiedni (!), to jeszcze ma filtry dedykowane poszczególnym potrawom. Filtry ma jednak każda inna aplikacja, więc czy czyni ją to interesującą? Niekoniecznie.

To, co jest punktem odmienności i powodem, dla którego aplikacja zostaje na moim telefonie to kapitalny efekt blurra. Znacie te zdjęcia które próbują „udawać” nieostre tło za pomocą średnio ładnego filtra z Picasy, prawda? Dzięki Foodies można uzyskać ten efekt bardzo łatwo i nie będzie on wyglądał sztucznie. Fotografowałam dziś bardzo mało wdzięczne obiekty, ale zobaczcie sami, jak wyglądają zdjęcia. Polecam Foodie każdemu, kto nie obrabia zdjęć na przykład w Photoshopie – zdjęcia będą ładniejsze niewielkim nakładem pracy. Radzi sobie w miarę nawet przy słabym świetle. Aplikacja jest do pobrania za darmo na IOS i na Androida.

A Wy z jakich udogodnień korzystacie, fotografując swoje (i cudze ;-))) jedzenie?

Post FOODIE czy Instagram? Are you missing out? pojawił się poraz pierwszy w .