Pierwsze w tym roku czereśnie. Na zdjęciu tylko symbolicznie, bo wchłonęłam chyba z pół kilo. Nie potrafię przejść obok tych owoców, zwłaszcza jeśli są zerwane z naszej starej czereśni w ogródku :) Przy okazji przypomniałam sobie o zapasach tej pysznej kaszy.
Sesja w tym semestrze wyjątkowo się przedłuża, ostatni egzamin będę miała 22, w dodatku nie mam w sumie żadnych notatek, a w internecie nic nie znajdę z tego tematu po polsku. No trudno, ważne żeby było 3, bo i tak ten rok zawaliłam. Jutro ustny egzamin, ale kto by się przejmował? :D Zaraz idę na siłownię robić nogi, a po południu pewnie na rower. Wolę się oddać robieniu tego co lubię ;)