Poza wrocławskim Nigdy nie zapomnę, lokalem, który ukrył się na Ołtaszynie, Siesta Trattoria (na Krzykach, o której też niebawem napiszę więcej) i Pinoli umiejscowionej w dość mało zachęcającym sąsiedztwie krzyckiego Ferio Gaju, raczej nie darzę większym sentymentem restauracji usytuowanych na osiedlach. Najczęściej w tych miejscach gości średniej jakości pizza (idealna na imprezę o 2 w nocy albo pozbywanie się kaca), tureckie specjały i obiady domowe (dobrego schabowego zawsze chętnie wciągnę, ale właśnie o ten przymiotnik „dobrego” zwykle jest trudno). W Eliptic wylądowałam przypadkiem i od wczoraj czuję lekkie ukłucie zazdrości, że to nie na moim osiedlu mieści się restauracja.
Na osiedlu Promenady Wrocławskie (słowo daję, te nazwy osiedli są wymyślane przez te same osoby, które tworzą nazwy farb malarskich) pojawiłam się razem z Kasią i Laurą, żeby ugotować kolację dla zwycięzców styczniowej aukcji, której dochód zasilił WOŚP. Jako magazyn KOCIOŁ postanowiłyśmy się „sprzedać” i zaoferować dolnośląską kolację dla zwycięzców. Nie liczyłyśmy na wiele, końcowy rezultat pozytywnie nas zaskoczył i zaczęłyśmy czekać na wiosnę, żeby doprecyzować szczegóły kolacji ze zwycięzcami. Pełną relacją zobaczycie jeszcze w tym tygodniu na stronie magazynu KOCIOŁ. Naszym gospodarzom kolacja smakowała, a my chętnie powtórzyłybyśmy po raz kolejny to doświadczenie.
Fot. Katarzyna Sieradz www.gotujzkasia.pl Podczas kolacji dla zwycięzców aukcji pojawiły się nawet jadalne kwiaty!Eliptic – prowansalskie wnętrze
Po zakończeniu kolacji wpadłyśmy właśnie do Eliptic, które zobaczyłyśmy po drodze do samochodów. Wnętrze jest przytulne, z niewielką liczbą stolików na parterze i na dworze, za to z bardzo przestronną antresolą. W środku dominują szarości, brąz i biel, z zielonymi akcentami. Jest sporo drewnianych akcentów, skrzynek, prowansalskiego klimatu. Myślę, że dzięki temu jest to odpowiednie miejsce i na codzienny obiad, jak i świętowanie w większym gronie czy rodzinną imprezę.
Obsługa
Bardzo mocny element tej restauracji to właśnie obsługa. Dziewczyny (nie zauważyłam mężczyzn-kelnerów) są bardzo miłe, znają kartę, są dyskretne i prawie niezauważalne, a z drugiej strony pomocne i zainteresowane klientem. Odwieczny problem restauracji jest taki, że albo obsługa jest obrażona (i wiem, że każdy może mieć gorszy dzień, ale kiedy dwa razy, przy różnych okazjach, odwiedziłam ten sam wrocławski lokal w centrum i kelnerka wyrażała dezaprobatę dla całego kosmosu, to odmówiłam pójścia po raz trzeci) albo zupełnie nie wie, co jest w karcie, a najczęściej jedno łączy się z drugim. W Eliptic jest miło i bezpretensjonalnie. Po prostu. I naprawdę niewiele więcej trzeba, żeby chciało się wracać, a klient nie miał wrażenia, że jest problemem.
Jedzenie w Eliptic
Karta jest niewielka i pomieszana. Trochę hitów aktualnej gastronomii (policzki), kilka zdecydowanych klasycznych pewniaków (łosoś, stek, burger, sałatka z kozim serem). Jako, że sam lokal wystrojem czy nazwą nie sugeruje konkretnej kuchni, to nie widzę problemu w tym misz-maszu. Zwłaszcza, że krótka karta jest pierwszym zapewnieniem o świeżości składników. Oprócz tego, co już wybadałam na Facebooku restauracji, jest rotacyjne menu dzienne (na kredowej tablicy na parterze) oraz opcja obiadów z bemarów. To ostatnie rozwiązanie zdecydowanie do mnie nie przemawia, ale zakładam, że jest ono skierowane do pracowników okolicznych firm. Z tego, co widać na zmieniającej się codziennie rozpisce dań dnia, widnieją tam całkiem ciekawe pomysły, więc na pewno każdego dnia można trafić na coś dopasowanego do swoich preferencji. Bywają krewetki, mule, polędwica z dorsza, ale i nostalgiczne jajo sadzone z ziemniakami i kefirem.
My jednak zamówiłyśmy dania z karty. I to wbrew powyższemu akapitowi, w którym opisałam danie rybne i mięsne – każda z nas wybrała opcję wege. Postanowiłyśmy spróbować każdej z potraw i wymieniać się talerzami. Tym sposobem, po kilkunastu minutach oczekiwania, na stole pojawiły się: Burger z ciecierzycy i soczewicy z buraczanym hummusem w kalafiorowej bułce z frytkami i sosem BBQ (22 zł), Kuleczki z soczewicy z ryżem i sosem cytrynowym (18 zł) i Stek z kalafiora z sosem orzechowym, blanszowanym szpinakiem i szparagami (24 zł).
Fot. Katarzyna Sieradz gotujzkasia.plBurger z ciecierzycy (22 zł) to naprawdę solidna, roślinna porcja. I mój zdecydowany faworyt. Kalafiorowa bułka to bardziej puszysty placek, więc burger nie nadaje się do jedzenia rękami. Ale ta bułka idealnie pasuje do „wnętrza”. Pyszny kotlet, słodko-kwaśny hummus z burakami, żółty ser, pomidor, sałata – naprawdę pyszna kombinacja. Niczego nie ma za dużo albo za mało. Burgery mają często ten problem, że się rozwalają, są zbyt suche albo wręcz przeciwnie, sos kapie na wszystkie strony. Ten ma bardzo dobre proporcje. I przy całej mojej miłości do wołowiny, wersja wege naprawdę daje radę.
Fot. Katarzyna Sieradz www.gotujzkasia.plKulki z soczewicy (18 zł) są bardzo smaczne, dobrze doprawione, ale odrobinę zbyt suche. Fajnie uzupełnia je świeży sos i ryż, danie ma delikatnie indyjską nutę. Dobrym, odświeżającym uzupełnieniem jest sałatka z owocami i lekko słodkim sosem.
Fot. Katarzyna Sieradz www.gotujzkasia.plZawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą, że nie ma sensu roślinnych dań nazywać tak jak i mięsnych odpowiedników. Mnie to w żadnym stopniu nie przeszkadza, więc Stek z kalafiora z orzechowym sosem i szparagami (24 zł) to adekwatna nazwa. Bo jak inaczej nazwać gruby plaster kalafiora smażony na patelni?
Zdecydowanie ton na tym talerzu nadaje orzechowy sos. Doskonalne komponuje się i ze szparagami, i ze stekiem. Trochę słodyczy dodają pestki granatu, a drugą, orzechową nutę wprowadzają kiełki (myślę, że kiełki groszku). Mam tylko pewne zastrzeżenie, że tak jak w przypadku dwóch pierwszych potraw, można się nimi najeść do syta (dzięki białku z soczewicy i ciecierzycy, czy węglowodanom z bułki), tak ostatnia, najdroższa wege propozycja, pozostawić może lekkie uczucie głodu. Dodałabym do potrawy jeden, chrupki element i myślę, że tworzyłoby bardziej treściwą całość.
Do każdego posiłku bezpłatnie podawana jest woda w karafce (co w Polsce zawsze cieszy, choć za granicą jest standardem). Oprócz tego piłam jeszcze lemoniadę, która będzie świetna na upały. Mocno schłodzona, z dodatkiem mięty, mocno cytrynowa. To nie jest słodki napój, tylko prawdziwie wykręcająca usta, kwaśna lemoniadą. I taką lubię najbardziej! Lokal nie ma jeszcze zezwolenia na sprzedaż alkoholu.
Podsumowując, podoba mi się to, że restauracja stawia na jakość i pomysłowość. Dania wege to nie sałatka, tylko kreatywne, smaczne propozycje. Żałuję, że muszę przejechać pół miasta do Eliptic, ale mam ogromną ochotę sprawdzić, czy mięsne i rybne propozycje są na podobnym, solidnym poziomie.
Eliptic
Zdjęcie tytułowe również jest autorstwa Kasi Sieradz z bloga gotujzkasia.pl
Artykuł Eliptic – osiedlowa restauracja z potencjałem pochodzi z serwisu Blog lifestylowy - olgaplaza.pl.