Książka, która odmieniła moje życie, jest krótka i ma duże, kolorowe obrazki. Została napisana ubogim językiem przez psychiatrę dziecięcego, który najwyraźniej znał się na rzeczy. Niezbyt wartka akcja toczy się w całości w pokoju dziecięcym. Dotyczy problemów ze snem małego chłopca, Kajtusia.
Kupiłam ją dla mojej starszej córki, której nieustanne problemy z przesypianiem nocy jakoś nie mogły się skończyć (trochę pisałam o tym
w tym poście). Po kilkukrotnym przeczytaniu tej pozycji połaczonym z omówieniem obrazków, na których pojawia sie niebieski miś-przytulanka, moje dziecko zaczęło przesypiać noce. Aż sie boję zapeszać, ale wydaje się, że zmiana jest trwała. Jakość mojego życia uległa niesamowitej poprawie. Czuję się jak nowonarodzona, a i zapału do pieczenia ciasteczek jakby przybyło.
Przepis na te rewelacyjne ciasteczka pochodzi z książki Dorie Greenspan, a znalazłam go
tutaj. Ciastka są niezwykle kruche, maślane i przyjemnie pachną cytryną. Podaję go z moimi modyfikacjami.
Rzeczona książka to Kajtuś. Złe sny autorstwa Nicole Nadeau
KRUCHE CIASTKA (CYTRYNOWE)
(na ok. 48 sztuk)
- 230 gr masła w temperaturze pokojowej
- 110 gr cukru
- 200 gr mąki pszennej
- 85 gr mąki kukurydzianej
- 30 gr mąki ziemniaczanej
- skórka otarta z 2 cytryn
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
Do dużej miski sypiemy cukier i dodajmey skórkę cytrynową. Rękami rozcieramy skórkę z cukrem aż składniki się dobrze połączą, a skórka zacznie intensywnie pachnieć.
Do cytrynowego cukru dodajemy masło i ubijamy mikserem ok 3 minut aż cukeir dobrze wymiesza się z masłem.
W drugiej misce łączymy mąkę pszenną, kukurydzianą i ziemniczaną oraz sól. Dodajemy do masy maślanej i miksujemy tylko do połączenia składników (nie miksujemy zbyt długo!) aż utworzy się miękkie ciasto.
Ciasto przekładamy na papier do pieczenia lub silikonową podkładkę i palcami rociagamy na kształt prostokąta. Ciasto przykrywamy papierem do pieczenia lub folią i rozwałkowujemy na prostokąt o wymiarach ok. 32 cm na 24 cm o grubości ok 0,5 cm.
Ciasto kroimy na kwadraty o wymiarach 4 cm na 4 cm (można oczywiście zrobić ciastka o nieo innych wymiarach). Każde ciastko nakłuwamy trzykrotnie widelcem (ząbki widelca powinny przejść na wylot).
Tak przygotowane ciasteczka przekłądamy w jakieś chłodne miejsce (do lodówki) na ok 2 godziny aż się całkowicie schłodza i stwardnieją (w lodówce możemy trzymać je do dwóch dni).
Po schłodzeniu rozsunęłam jeszcze te ciasteczka, tak żeby się nie dotykały (podczas pieczenia trochę się "rozejdą")
Następnie rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni C i pieczemy do lekkiego zrumienienia. Zazwyczaj piekę te ciasteczka na złoty kolor, natomiast coś mnie podkusiło i do zdjęć zrobiłam je według wskazań autorki czyli wogóle ich nie zrumieniłam. Moim zdaniem takie minimalnie zrumienione są o wiele lepsze, wspaniale chrupiące i bardzo kruche. Moje ciasteczka piekłam 16 min, ale czas pieczenia będzie sę różnił w zależności od rodzaju piekarnika. Najlepiej nie trzymać się kurczowo podanego czasu, tylko obserwować ciasteczka - gdy tylko zaczną sie rumienić, wyciągamy je z piekarnika. Po upiecznieu ciastka będą jeszcze bardzo miękkie - studzimy je do temperatury pokojwej na blasze i dopiero wtedy przekładamy je na talerz.