Długo wypraszane przez mojego lubego wytrawne muffinki, początkowo miały być zwykłe najzwyklejsze, na mące gryczanej z odrobiną mleka, bo w końcu ani on beznabiałowy, ani tym bardziej na paleo, ale zaraz - dlaczego miałabym odbierać sobie przyjemność próbowania tego co piekę czy gotuję? Zwłaszcza, że wiem jak smakują wytrawne muffinki i wiem, że również je lubię. Są rewelacyjną alternatywą zarówno dla pieczywa na śniadanie jak i przekąski do zjedzenia poza domem, czyli czegoś, co dla każdego paleożercy niejednokrotnie było problematyczne. Więc jeśli tak jak ja, często nosicie przy sobie swój własny prowiant nie licząc na punkty gastronomiczne [do których mam wątpliwe zaufanie], to takie muffinki są właśnie dla Was (:
SKŁADNIKI:
[na ok 4 chlebki]suche: - 1/2 szklanki mąki z tapioki
- 1/4 szklanki mąki kasztanowej lub kokosowej
- po łyżeczce sody oczyszczonej i bezglutenowego proszku do pieczenia
- płaska łyżeczka soli
mokre:- 3 jajka
- 1/2 szklanki płynnego tłuszczu*
- 1/4 szklanki wody
- ząbek czosnku
oraz:**
- 2-3 suszone pomidory
- kawałek boczku [ilość dowolna, u mnie kostka ok 3x3x3cm, co tyle mi zostało]
- 2 pieczarki
- mała cebula
- 1 niewielka marchewka
Składniki suche oraz mokre połączyć oddzielnie w dwóch naczyniach. Warzywa oraz mięso pokroić w kostkę, umieścić w rondlu*** i dusić do zeszklenia cebuli. Lekko przestudzić, a następnie dodać do składników mokrych, przemieszać i połączyć ze składnikami suchymi. Jeśli masa wyda się zbyt rzadka, można dodać odrobinę więcej mąki kasztanowej lub kokosowej.
Gotową masę przelać do foremek. Piec w 180 stopniach ok 20-25 minut.
UWAGI:
* - u mnie to standardowo mieszanka masła, smalcu gęsiego oraz oleju kokosowego. Muffiny wyszły bardzo tłuste, przez co mogą się wydawać ciężkie - zalecałabym odjęcie odrobiny tłuszczu na rzecz np jednego jajka lub odrobiny mleka roślinnego
** - dodatki są ilościowo dobierane na oko, właściwie na zasadzie co się nawinie (;
*** - jeśli boczek lub inne mięso, którego użyjemy są chude, można dodać na początku odrobinę smalcu, ale można też całkowicie pominąć duszenie i dodać surowe składniki do ciasta. Wybrałam jednak pierwszą opcję, dzięki której aromaty składników ładnie się ze sobą skomponowały.