Wrzesień mija, wakacje dla większości uczniów dobiegły końca, a już niedługo i studenci będą musieli myśleć, co zabrać ze sobą na uczelnię. Duża część wybierze kanapki, inni skomponują sobie obiad w mijanych po drodze sklepach, ale coraz więcej osób woli mieć przy sobie wypchane pysznościami lunchboxy. Osobiście uważam, że fajnie zjeść w pracy czy szkole coś dobrego i odżywczego, przy okazji odpowiadającego nam smakowo.
Na przygotowanie moich zestawów raczej nie poświęcam zbyt wiele czasu i stawiam na proste jedzenie. Zazwyczaj w sobotę i niedzielę gotuję jakieś bardziej pracochłonne dania w większej ilości i jeśli nadają się do zapakowania, zabieram ze sobą do pracy w kolejne dni. W miniony weekend na przykład robiłam wegańskie leczo z ciecierzycą i paprykarz z kaszy jaglanej, a do tego miałam naleśniki stworzone przez mamę, więc z łatwością mogłam skomponować danie na każdy dzień kolejnego tygodnia. Moje zestawy przeważnie są całkowicie wegańskie, tutaj wyjątkiem są naleśniki.
W lunchboxie widać wspomniane wcześniej
leczo z ciecierzycą, do którego ugotowałam
komosę ryżową wraz z
burakiem, a na koniec wymieszałam ją z
natką pietruszki. Wolne miejsce w pojemniczku wypełniłam
pomidorem, a komosę posypałam
sezamem.
Tutaj widać
naleśniki autorstwa mojej mamy - specjalnie dla mnie smaży kilka bez tłuszczu (nie lubię czuć w nich oleju), poza tym są standardowe - robione na mące pszennej - a ja potem nadziewam je po swojemu. Tym razem jednego wypełniłam
duszoną antonówką, a drugiego posmarowałam
kremem krówkowym. Naleśnikom towarzyszyła
marchewka oraz
orzechy laskowe. To danie i poniższe zabieram raczej na kolację, jeśli akurat jem ją poza domem.
W powyższym pojemniczku widać
paprykarz z kaszy jaglanej i marchewki, oddzielony
papryką od
chleba żytniego, udekorowany
pomidorkami koktajlowymi. Nie lubię jak chleb mi czymś namięka, więc raczej nie zabieram gotowych kanapek z wilgotnym wsadem, a tworzę je bezpośrednio przed jedzeniem.
A tutaj jeden z moich ulubionych lunchy ostatnich tygodni, wykorzystujący mnóstwo dostępnych sezonowo warzyw.
Kaszę gryczaną ugotowałam z
groszkiem zielonym, standardowo wymieszałam z
natką pietruszki i posypałam
pestkami dyni. Ugotowałam też warzywa - tym razem
fasolkę szparagową i
brokuła (warzywa takie polewam zazwyczaj
oliwą z oliwek lub
olejem lnianym), na wierzch dodałam
pomidorki koktajlowe. A z racji tego, że akurat miałam upieczony
vege pasztet z kaszy jaglanej i soczewicy, i dla niego znalazło się miejsce w pojemniczku.
I na koniec jeszcze moje szybkie śniadanie na wynos - robię je w 5 minut przed wyjściem z domu.
Płatki owsiane zalewam wrzątkiem i przykrywam na chwilę. W czasie gdy płatki chłoną wodę, ja szukam jogurtu i banana, a także odsączam namoczone poprzedniego wieczoru orzechy, a następnie wszystko łączę - do
jogurtu dodaję
płatki, łyżeczkę
chia,
surowe kakao kruszone, łyżkę
rodzynek,
orzechy i kroję
banana, dokładnie mieszam, a na wierzch dorzucam jeszcze
suszone owoce (świeże bardzo rzadko, bo nie lubię jak puszczają soki). Śniadanie jem w pracy, a widoczne w drugim pojemniczku owoce w drodze - o tym, dlaczego jem owoce przed śniadaniem, możecie przeczytać
tutaj.
A Wy co najchętniej zabieracie ze sobą do szkoły, pracy czy na uczelnię ?