Kończy się ładny październik i pozostawi po sobie suche wspomnienia. Czego to będą wspomnienia? Chyba ciszy, ambientu, pokory, Kalisza i koloru żółtego.
Samosy, jedzone o 3 w nocy po koncercie.
Poniedziałkowa mgła na osiedlu.
Pyszna zupa z dyni, cukinii, cebuli i gruszki z kotletami jaglanymi a poniżej...
Curry jajeczne:
* 2 jajka,
* 1 mała cebula,
* 1 mały pomidor,
* ząbek czosnku,
* kawałek startego imbiru,
* suszone chilli,
* mielona ostra papryka,
* kolendra lub zielona pietruszka
Na oleju smażymy cebulę 5 minut, dodajemy chilli, imbir, czosnek i smażymy kolejną minutę, następnie wlewamy jajka i pokrojone w plasterki pomidory, mieszamy energicznie aż jajka zaczną się ścinać, doprawiamy, przybieramy ziołami.
A do takiego curry idealnie sprawdzi się gorące mleko ryżowe z kokosem i przyprawami, czyli robione już kiedyś
narial dudh.
Poszukiwania pracy co chwilę rodzą nową perspektywę zawodu, która kończy się niestety na perspektywie wyobrażonej, aczkolwiek koloruje moje myśli i karmi je bardzo ciekawymi wizjami. Ostatnio na przykład rekrutowałam m.in. na stanowisko kucharza śniadaniowego i od razu zaczęłam podchodzić do tego porannego posiłku z większą ekscytacją a nawet postanowiłam zostać mistrzem smażenia omletów ale pomysł ten jak i praca w restauracji szybko uległy zgaszeniu. Omlet był tylko jeden, na ubijanych białkach, z pomidorem, serem, czosnkiem i groszkiem.
Obiad rodzinny, do którego ugotowałam
angielski sos pieczeniowy autorstwa samego Jamiego Oliviera ale chyba przedawkowałam seler naciowy, bo dałam 3 zamiast 2 i smak przełamał się odrobinę za bardzo. Resztka sosu czeka w słoiku żeby pojutrze oblać niemieckie klopsiki.
Jeżynówka, aroniówka, truskawkówka, pigwówka, mniszkówka i inne.
Jesienią w barku kuszą procenty.