
Smakowanie rzeczywistości przyprawionej przyprawą, której się nie spodziewałam wcale nie jest łatwe. Bo na początku myśli parę, że to tylko dwa dni, no… może trzy… góra, ale to tu się wlecze jak wiadomo co. Przeziębienie. Myślałam, że mnie to nie dotyczy. Ech… Monika mówi, że… jej lekarka mówi…, że ciało musi przećwiczyć swoje wojska. No to ćwiczą, ale…, że na mnie…? Poddaję się, bo nie mam innego wyjścia, chociaż walczę, a bronią moją tymianek, czosnek, oregano, ananas, imbir, kardamon, sok malinowy i…takie tam…, pastylki też.
Po kilku dniach, temperatura spadła, więc zrobiłam sobie coś pysznego na… pocieszenie.

Niezbyt często zdarza mi się pomyśleć podczas jedzenia, że identyfikuję się z nim, a taka właśnie myśl zaczęła mi towarzyszyć, kiedy, w kierunku ust, podnosiłam każdą kolejną łyżkę z tym chilli. Danie znikało w moim wnętrzu, a ja czułam przyjemną błogość, która była połączeniem wyważonego smaku, miękkości i chrupkości, a jednocześnie świadomości, że wszystko, co wrzuciłam do garnka niesie zdrowie. Same pozytywne wibracje. Zatem będę robić częściej, bo taki gar to 6 porządnych porcji (wg Scotta, 8-10, ale może on je mniejsze porcje niż ja...???). Porządnych wegetariańskich, a nawet wegańskich porcji, bo to chilli bez mięsa, wg Scotta Jurka, wybitnego ultramaratończyka, który potrafi przebiec 266 km w ciągu doby (czyli 6 i pół maratonu…!), bije rekord za rekordem i mierzy się z legendarnym plemieniem Tarahumara, a jednocześnie jest weganinem. Fascynująca postać. W książce “Jedz i biegaj” łączy jedzenie z bieganiem i pokazuje światu jak to wyglądało u niego. Obala stereotypowe poglądy na temat tego, co powinien jeść sportowiec, myślący o dobrych wynikach. Każdy z 22 rozdziałów zakończony jest przepisem. Póki co wypróbowałam kilka i jestem zadowolona. Chilli skradło moje serce. Jeśli dodać do tego, że to tylko pół godziny krojenia i 10 minut duszenia to danie zaczyna być idealnym, a jeśli wydaje się zbyt dużą porcja, resztę można zamrozić.
Książka Scotta mówi o mocy przemiany życia, o tym, że możemy być kim zechcemy, jak mówi Jurek. Oczywiście jest to historia jego o bieganiu i o jego przygodzie z jedzeniem, ale koniec końców jest to historia przemiany, a także inspiracja – opowieść o tym w jaki sposób ludzie mogą stawiać czoła trudnym wyzwaniom jakie niesie życie i że potrafią dokonać czegoś, o czym myśleli, że jest niemożliwe. Książka daje ogromna motywację, delikatnie
zmusza (w końcu nikt nie kazał mi czytać tej książki ) do zastanowienia nad swoją kondycją i dietą poszerzając horyzonty żywieniowe. Nie jest tylko dla biegaczy. Pozwala poznać historię niesamowicie upartego człowieka, który kocha bieganie, dyscyplinę, która wymaga niezwykłej wręcz wytrwałości. Nie musisz być biegaczem, aby spróbować tego przepisu. Nie musi być wegetariańsko, możesz dorzucić swojej ulubionej kiełbasy, ale…

Kiedy Scott spróbował tego chilli po raz pierwszy, postanowił zostać szczęśliwym sportowcem-wegetarianinem. Wystarczył kęs, a zdał sobie sprawę, że dania wegetariańskie mogą smakować tak dobrze jak mięsne i wyglądać równie apetycznie.
Najpierw robiłam wersję bez bulgru i bez wody, która jest podana na końcu przepisu. Później wersję z bulgrem, ale wody dałam szklankę. Obserwuj swoje danie, nie powinno być zbyt rzadkie. Lepiej wody dodać później, niż próbować zagęszczać. Wersja z bulgrem gotowała się 10 minut dłużej, ale bądź w kontakcie ze swoim daniem, próbuj.Chilli z Minnesoty2 łyżki oliwy z oliwek lub oleju kokosowego
2 posiekane ząbki czosnku
1 szkl. drobno posikanej cebulki
8-10 średnich pokrojonych pieczarek
1/2 szkl. drobno pokrojonej zielonej papryki
1/2 szkl. drobno pokrojonej czerwonej papryki
(u mnie jedna duża)
1/2 szkl. drobno pokrojonej marchewki
1 papryczka jalapeno – lub inna ostra – pozbawiona nasion i posiekana (niekoniecznie)
1 szkl. mrożonych ziaren kukurydzy (dałam ziarna z jednej gotowanej kolby)
1 łyżeczka mielonego kminku
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
2 łyżki chilli w proszku (
dałam pół, więc lepiej ostrożnie )
2 łyżeczki soli morskiej, ewentualnie więcej do smaku
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
800g pomidorów krojonych z puszki
450g przecieru pomidorowego (
dałam domowy)
450g odsączonej białej fasoli z puszki (
dałam cieciorkę)
450g odsączonej czarnej fasoli z puszki
450g odsączonej czerwonej fasoli z puszki
2 i 1/2 szkl. wody
1/2 szkl. bulgru
ostry sos lub pieprz cayenne (NIEKONIECZNIE)
1/2 szkl. świeżej kolendry (
u mnie pietruszki) do przybrania
1. Do dużego garnka wlej oliwę. Warzywa i przyprawy smaż 10 min. na średnim ogniu. Wlej kilka łyżek wody, jeśli warzywa przywierają do dna (
nie powinny, gdyż puszczają soki…).
2. Dodaj pozostałe składniki, z wyjątkiem kolendry lub pietruszki oraz ostrego sosu. Gotuj pół godziny na wolnym ogniu i pod przykryciem – U MNIE WERSJI BEZ BULGRU GOTOWAŁAM TYLKO 10 MIN., W WERSJI Z BULGREM 20 MIN.
Dopraw do smaku solą, lub jeśli wolisz ostrym sosem lub pieprzem cayenne. Podawaj posypane kolendrą lub pietruszką.
