Miałam nie dodawać tego przepisu, bo zrobiłam na szybko dwa zdjęcia i wyszły jak wyszły... Niestety sezon wirusowo-bakteryjny znowu daje nam się we znaki i nic innego w międzyczasie nie zdążyłam obfotografować. A przecież nie mogę rzeszy czytelników pozostawić tak długo bez przepisu. (No dobra, trochę się nabijam z takich tekstów na blogach). Niech więc będą te fasolowe ciasteczka - na przetrwanie.
Przepis pochodzi z bloga
erVegan. Miałam wrażenie (ale wywnioskowałam to tylko ze zdjęć), że moje wyszły bardziej wilgotne. Wiedziałam, że użyłam innej fasoli - adzuki i podejrzewałam, że różne rodzaje fasoli różnią się zawartością np. skrobi, co mogło mieć pewien wpływ na konsystencję ciastek. Zrobiłam więc kolejne dwie porcje z różnymi modyfikacjami: dodawałam skrobię, cukier, orzechy ale te dodatki nieznacznie wpływały na konsystencję ciastek. Ale chociaż nie są one chrupiące tak jak te
pieguski albo te
stempelki, to przypominają za to inny przysmak: wilgotne brownie. Myślę, że upieczone blaty z fasolowego ciasta świetnie nadałyby się jako zastępstwo biszkoptów w torcie, nie tylko dla osób będących na diecie bezglutenowej.
Fasola adzuki, której użyłam, jest tradycyjnie wykorzystywana w kuchni wschodniej do deserów, ale jak dotąd nie miałam na nią pomysłu. Zrobiłam z niej tylko raz lekko słodki farsz do naleśników z bananem i rodzynkami i doszłam tylko do tego, że jest świetnym wypełniaczem. Ale co najważniejsze: ciastka nie miały smaku fasoli, jak to podobno bywa, kiedy się je zrobi z czerwonej fasoli z puszki.
Większość ciastek zjadł mój syn, który nigdy w życiu nie zjadł nawet łyżeczki fasoli. Ale nie oszukujmy się, nie jadł ich dla fasoli ale dla czekolady. Może dobre i to.
Składniki (mi wyszło około 12 sztuk ciastek z pojedynczej porcji)
- 1 kopiasta szklanka ugotowanej czerwonej fasoli ( ja użyłam adzuki, podobno można użyć czerwonej fasoli z puszki ale przepłukanej)
- 3 łyżki syropu z agawy (ja użyłam daktylowego)
- 2 łyżki oleju roślinnego (np. rzepakowego)
- 2 łyżki mleka roślinnego
- 2 łyżki kakao
- ½ – 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżka mielonego siemienia lnianego
- szczypta soli
- ⅓ tabliczki czekolady
1. Wszystkie składniki oprócz czekolady zmiksować na gładką masę (ew. grudki mogą pozostać dla ciekawszej konsystencji ciastek) i odstawić masę na 10 minut, aż siemię wchłonie nadmiar wody.
2. Czekoladę posiekać na drobną kostkę.
3. Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
4. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.
5. Masę nakładać łyżką i lekko rozsmarowywać kolistymi ruchami.
6. Udekorować ciasteczka cząstkami czekolady.*
7. Piec na środkowym poziomie piekarnika przez około 20 minut.
8. Odstawić do całkowitego ostudzenia.
*Ja się zapomniałam i czekoladę dodałam do masy, udekorowane nią pewnie wyglądałyby trochę lepiej.