Ostatnio bardzo mało mnie tu i na
fanpejdżu. Ostatnio mało mam czasu i sił na ''te'' sprawy.
Bo kiedy dzieje się coś złego, kiedy dopada nas choroba, a tym bardziej choroba dziecka to człowiek nie ma ochoty na nic.
I u mnie nadszedł taki czas. Całą siłę i energię magazynuję na codzienną walkę z czasem, przeciwnościami, systemem (!)
W takich chwilach weryfikuje się dużo rzeczy. Znajomych, przyjaciół, wartości. Moim lekarstwem które choć na chwilę uśmierza ból jest..... piekarnik!
Tak, piekarnik. Nie ważne co, nie ważne ile, nie ważne dla kogo. Muszę piec.
I tak było tym razem.
Po ciężkim dniu, kiedy wracałam do domu czułam zapach domowego chleba. Wiem, może to się wydawać dziwne, ale kto to kiedyś czuł wie o czym mówię ;)
Z czym kojarzy się Wam domowy chleb? Zastanawialiście się nad tym?
Moje skojarzenia są proste- cisza, dom, spokój, rodzina, melancholia. Składniki:500g mąki pszennej
200g zakwasu pszennego
260 g wody letniej
1 łyżeczka soli
słonecznik i śliwka wędzona- dodatki wg uznania
Wymieszać składniki i wyrobić dokładnie ciasto. Dodać pokrojone śliwki. Wodę dodawać stopniowo.
Po wyrobieniu odstawić ciasto przykryte ścierka na ok 30 min, żeby odpoczęło.
Po tym czasie ponownie wyrobić. Uformować bochenek i ułożyć w blasze.
Górę chleba zwilżyć i posypać np. słonecznikiem, sezamem czy makiem ( tak jak wspomniałam wcześniej, dodatki wg uznania) .
Piec w temp 240 st ok 20 min. Później zmniejszyć temperaturę do 180 st i piec kolejne 40 min.
Na 10 minut przed końcem można zwilżyć skórkę chleba, aby nabrała połysku.
Chleb jest lekarstwem na wszystko. Życzę Wam, aby nigdy go nie zabrakło.
Przepis pochodzi z książki '' Domowe wypieki'' Wydawnictwa Arystoteles.