Atmosferę popularnej gruczeńskiej biesiady zepsuła zmasowana interwencja uzbrojonej policji skarbowej. Skonfiskowano towar, wręczono mandaty, pozostał niesmak.
Tegoroczna edycja zaliczanego do najbardziej renomowanych w kraju i znanego także poza granicami Festiwalu Smaku w Grucznie zakończyła się nieprzyjemnie. Swoiście pojętą atrakcją dodatkową do zaplanowanych w programie pokazów psów i strzyżenia owiec okazał się pozaharmonogramowy pokaz brawurowej operacji umundurowanych i uzbrojonych funkcjonariuszy nowej formacji skarbowej KAS. Funkcjonariusze wbiegali na gruczeńskie pagórki w sposób zorganizowany a na miejsce zjechali jednocześnie z trzech lokalizacji: z Bydgoszczy, Łodzi i Warszawy. Według relacji prasowych pojawiło się ich około trzydziestu – z uzbrojeniem i w kamizelkach kuloodpornych.
Silna ręka polskiego państwa sięgnęła po rzemieślnicze alkohole jak po swoje a w przerwach między przeliczaniem butelek, karciła też właścicieli kramów, którzy lekceważąco podeszli do popularyzowanej ostatnio na szeroką skalę idei wystawiania paragonów wszędzie, wszystkim i za wszystko – bez wyjątku.

Festiwal Smaku w Grucznie / kadr z programu Zbliżenia (bydgoszcz.tvp.pl)
Idea to zasadniczo słuszna, choć jej bezwzględne egzekwowanie ociera się niekiedy o absurd. Świeżo mam w pamięci skarbową prowokację, o której opowiedziała mi właścicielka położonego znaczny kawałek od Gruczna, acz jeszcze na Kociewiu, przydrożnej karczemki, do której powały zapukał pewnego dnia wyokularowany i zawąsowany mężczyzna z czarną teczką. Mimo że na odrzwiach zamocowano informację, iż z powodu przyjęcia komunijnego lokal był nieczynny, mężczyzna poprosił o pokrzepienie kawą. Właścicielka uległa i osobiście sporządziła zdrożonemu kawę, wszak załoga zaangażowana była w obsługę rodzinnego poczęstunku. Wtem, gdy tylko zainkasowała cztery złote, mężczyzna dobył urzędowej legitymacji i, zapoznawszy gości z jej treścią, wypisał właścicielce mandat na tysiąc złotych za niewydanie paragonu. Tam też pozostał niesmak.

Festiwal Smaku w Grucznie / kadr z programu Zbliżenia (bydgoszcz.tvp.pl)
Warto tymczasem przypomnieć, że okazjonalne kulinarne plenery bywały obejmowane wyjątkami, wszak w dobrze pojętym interesie państwa jest nie tylko ściganie drobnych wytwórców i upatrywanie w nich wyłącznie handlarzy fermentem i kiszonką, ale także pielęgnowanie kulturowej spuścizny, której część właśnie takie festiwalowe kiszonki i fermenty stanowią. Donosząca o zajściach w Grucznie prasa podaje co prawda, że w oficjalnych komunikatach urzędnicy KAS w pełni otwartości informowali o zamiarach kontroli miejsc sprzedaży plenerowej, szczerze przy tym ostrzegając, iż w przypadku naruszania obowiązujących przepisów posypią się kary. Zasada twarde prawo ale prawo zadziałało tu przykładowo i choć postulaty o taryfę ulgową dla festiwalowych cydrów ze słomką i pączków z dziurką same cisną się na usta, to po skarbowej akcji w Grucznie komentarze w sieci wcale nie były takie jednoznaczne. Wskazywano, iż sprzedaż bezparagonowa to przejaw nieuczciwej konkurencji niezależnie od miejsca jej prowadzenia a handel alkoholem bez akcyzy jest zabroniony.

Festiwal Smaku w Grucznie / kadr z programu Zbliżenia (bydgoszcz.tvp.pl)
Trudno tym opiniom nie przyznać racji, bo skoro suweren tak wiele mówi o konieczności przestrzegania prawa, pomstując na swoich wybrańców z wysokich szczebli, którzy przestrzeganiu prawa nadają nieznane wcześniej ramy, to i sam suweren prawa przestrzegać powinien. Niemniej uzasadnionym jawi się zdziwienie, jak to możliwe, że organizatorzy prestiżowego wszak wydarzenia dopuścili do udziału w nim takich wystawców, którym służby skarbowe były w stanie nie tylko skonfiskować 400 butelek napojów alkoholowym ale też wymierzyć aż 18 mandatów?

Gruczno 2011, stoiska wystawców, Artur Michna
Lekcję z festiwalowych zajść powinien też wreszcie wyciągnąć sam suweren. Skoro to on stanowi trzon państwa, a państwo miast dbać o spuściznę, niszczy jej przejawy, czas postawić pytania i żądać na nie jasnych odpowiedzi. Co zatem wybrani przez suwerena przedstawiciele zrobili w ostatnim czasie dla ochrony dziedzictwa kulturowego? Jakie działania są przewidziane dla ułatwienia czy wręcz umożliwienia rzemieślnikom wytwarzania niszowych produktów i ich sprzedaży na małą skalę? Ile jeszcze lat wytwarzana z obłożonego akcyzą i wszelkimi podatkami legalnego spirytusu tradycyjna polska nalewka będzie przez to państwo stawiana na równi z dopalaczami i równie bezwzględnie jak one tępiona?
Czas zadać te pytania. Czas żądać odpowiedzi. Teraz.