Od pożywienia do sztuki – tak ewoluowało jedzenie. Wielu się po drodze zdążyło pogubić. Cóż, umrą wcześniej, ale w glorii hipstera.

fot. Hans Splinter
Pożywienie i strawa – tym było dla zwykłego człowieka jedzenie w czasach, gdy jeszcze żył w zgodzie z przyrodą i w rytm natury, który podkreślał zwyczaj, obrzęd i rytuał. Dziś w rytm natury żyje się tylko pozornie, na krótko, zgodnie z modą. Zwyczaj, obrzęd i rytuał zastąpiły trendy, a miano człowieka pożywiającego się strawą można przypisać chyba tylko grzebiącym w śmietnikach bezdomnym. Dziś człowiek oddaje się doświadczeniu kulinarnemu, którego ramy wyznaczają trendsetterzy i hipsterzy – tacy duchowi przewodnicy naszych czasów.

O czym marzy hipster?
Wszystko zaczęło się od z dawna żądanego zwycięstwa nadmiaru nad niedoborem, który przyjęto tak entuzjastycznie, że najpierw zapomniano o postach, potem o obrzędach aż w końcu jedzenie zaczęto traktować z pogardą. Dziś okruszynę podnosi się z podłogi tylko po to, żeby wrzucić ją do kosza. Jedzenie produkuje się na wielką skalę, nie ma zatem powodu, żeby darzyć je specjalną atencją.

fot. Herald Post
Na gruncie braku szacunku do jedzenia pojawiają się ostatnio nurty obrażania jedzenia wprost i przypisywania mu cech nieprawdziwych. Dotyczy to właściwie każdej grupy produktów, a obrażają wcale nie producenci, a konsumenci. Wszak to nie piekarze biegają do mediów z sensacyjnymi doniesieniami o szkodliwości pieczywa z odpieku. To nie rybacy przesyłają do gazet bulwersujące relacje o truciznach w łososiach i nie hodowcy drobiu alarmują o antybiotykach i sterydach dodawanych do pasz dla kurcząt. Choć w tego typu doniesieniach jest co najwyżej – jeśli w ogóle – ziarno prawdy, to każdy tego typu skandal karmi następny. Powoli robi się gęsto od spożywczych zagrożeń, a konsumenci zaczynają popadać w psychozę, bo wychodzi na to, że cokolwiek zjedzą, to im zaszkodzi.
Postawy demaskatorskie są w modzie, a im pogląd bardziej kontrowersyjny, tym większe budzi zainteresowanie. Samo demaskowanie to jednak jeszcze nie hipsteryzm. Tu potrzebne jest wskazanie nowej i nietuzinkowej drogi. Właśnie pojawił się obrazoburczy materiał na temat polskich ryb, z którego wynika, że te z Bałtyku są toksyczne, te z hodowli niepewne, a pozostałych i tak jeść nie warto, bo po co, skoro nic nie zawierają. Jest też wskazanie nowej i nietuzinkowej drogi – owoce morza z Portugalii, w szczególności świeże vongole od wyselekcjonowanego sprzedawcy, bo niewyselekcjonowany sprzedaje oszukane, podrobione i złe.
W całej tej historii nikt nie zwraca uwagi na niedorzeczność żywienia się produktami zwożonymi z końca świata, koszty takiego stylu życia – dla kieszeni i dla środowiska – oraz najmarniejszy nawet element tradycji, zgodnie z którą Polska rybą stała. Brak przy tym jakichkolwiek miarodajnych wyników badań, danych czy naukowego uzasadnienia dla szkodliwości polskich ryb. Skandal dobrze się sprzedaje, może biznes wyselekcjonowanego sprzedawcy zwiększy dzięki temu obroty, choć najbardziej prawdopodobny efekt tych doniesień to to dalszy spadek spożycia ryb w Polsce i jeszcze większy niedobór Omega-3.
Nie wiadomo też, co konkretnie znajduje się na skórkach owoców cytrusowych, a więc dlaczego niezbędne jest ich mycie w płynie do naczyń, ługu albo solance. Dietetyczka, która takie operacje zaleca widzom popularnego programu telewizji śniadaniowej, mogłaby to wyjaśnić. Nie zrobiła tego, a skoro odbiorca nie wie, czym dokładnie grozi kontakt z nieumytym w płynie do naczyń bananem, to machnie ręką na takie mycie, albo na takie owoce i w efekcie może przerzuci się na wafelki w czekoladzie albo czpisy.
Cały ten gastro-hipsteryzm celuje w eko, organic i niszowość. Tymi hasłami przysłania tradycję, obrzędowość i rytuał. Z jednej strony chce żyć jak najbliżej natury, a z drugiej odgradza się od niej murem pasteryzacji. Bardzo dobrze, że z pietyzmem wyparza jajko, bo stara się ochronić przed salmonellą. Jednak ów pietyzm, z którym dokonuje wszystkich swoich wyborów żywieniowych, czasami i jego prowadzi na manowce. Jajko jest tu właśnie najlepszym przykładem.
Są jajka lepsze i gorsze a odróżnienie jednych od drugich dla hipstera nie stanowi żadnego problemu. Głosi, że fermowe kurczaki zdychają w męczarniach, rozdziobywane przez inne, którym nie smakuje pasza z GMO, a do tego na masę pożerają antybiotyki i sterydy, więc to oczywiste, że należy wybierać egzemplarze z przydomowych ogródków. Są nie tylko lepiej odżywione ale i dobrze wybiegane, a więc odstresowane i zdrowsze. Logiczny wybór to zatem ekologiczne jajko z wolnego wybiegu, na którym kurka tu dziobnie ślimaczka, a tam robaczka.

fot. Jake Wasdin
Opublikowane niedawno wyniki badań przeprowadzone przez naukowców z Politechniki Krakowskiej przynoszą jednak szokujące dane. Okazuje się, że w jajach z wszystkich określanych jako ekologiczne a poddanych badaniu gospodarstw z południowej Polski normy zawartości dioksyn, najbardziej niebezpiecznych trucizn, jakie wytwarza człowiek, przekroczone są nawet czterokrotnie. Badania innej jednostki naukowej, Państwowego Instytutu Weterynarii, przynoszą równie niepokojące wnioski a przekroczenia norm zawartości dioksyn w jajach kur z wolnego wybiegu określa się tu jako nagminne.
Hipster zaraz skontruje pytaniem, ilukrotnie takie normy przekroczone są w jajach z zamkniętych ferm. Profesor wyjaśni mu jednak, że tak wysoka zawartość dioksyn w jajach od kur z wolnego wybiegu nie bierze się z faktu zakrycia fermy dachem, wprost przeciwnie – z wypuszczania kur na pole. Dokładniej zaś z zanieczyszczeń powietrza, które razem z deszczem opadają na ziemię, a później są wydziobywane jako wyselekcjonowane kąski mineralne przez do woli wybieganą kurę. Takie jajka kosztują najwięcej, bo uważane są za najlepsze. W Polsce idą jak woda, na Zachodzie służby sanitarne nie pozwoliłyby na ich sprzedaż.
Hipster jednak nie da wiary. Umrzeć za wiarę to już coś!
O nietuzinkowym wydarzeniu kulturalno-kulinarnym „Stypa. Rytuał utraty” porozmawiam z Moniką Kucią i Marylą Musidłowską w mojej najbliższej audycji w JemRadio. Pan Makary opowie o sposobach na długowieczność, ale przede wszystkim wprowadzi atmosferę walentynkową, akcentując ją modnymi wróżbami. Na premierę zapraszam jak zwykle w środę od 20.00 do 22.00, a na powtórki w kolejne dni tygodnia według ramówki JemRadia dostępnej na radiowym Fanpage. Jak odbierać JemRadio, dowiesz się na www.jemradio.pl