
Szakszuka kojarzy się nam wszystkim z Jerozolimą i kuchnią Izraelską, ale tak naprawdę danie wywodzi się z Tunezji i choć oryginalna wersja jest daleka od wegańskiej, bo zawiera jaja, wiecie dobrze, że taki „drobiazg” nie stanowi dla mnie problemu i znajdę sposób, aby przygotować sobie to danie po swojemu. Wiem, wiem, zaraz mnie zaczniecie pouczać, że szakszuka musi być z jajem, że to profanacja i inne takie bla bla bla. Dla mnie nie ma limitów i ograniczeń, a kuchnia roślinna stanowi tego doskonały dowód. Jedyne ograniczenia, jakie mamy znajdują się pomiędzy naszymi uszami, a dokładnie w naszej głowie. Oczywiście mogłabym się wysilić nieco i pobawić w wegańskie imitacje jaja. Na popularnych wegańskich, instagramowych profilach z całego świata widuję takie „cuda”, ale jestem zbyt leniwa, aby się w to bawić. Przygotowując wpis z nowym przepisem przede wszystkim zależy mi na tym, aby jak najwięcej osób chciało sięgnąć po zaproponowaną przeze mnie recepturę. Zbyt wydumane składniki nie będą temu sprzyjać. Hello Morning to niekoniecznie blog dla kulinarnych szaleńców, ba, to nawet blog niekoniecznie dla wegan, ale dla tych, którzy cenią dobrą kuchnię.
Hello Morning to blog dla tych, którzy jedzą roślinnie, dla tych którzy chcą jeść bardziej roślinnie, chcą wyeliminować z diety produkty odzwierzęce, czyniąc swoją kuchnię nieco bardziej etyczną, lepszą dla środowiska, lepszą dla zdrowia i przyjaźniejszą zwierzętom.

Tak więc moje dzisiejsze danie jest dla tych, którzy nie jedzą jajek, a zawsze chcieli spróbować szakuszki i kochają odkrywać nowe smaki, ale też dla tych, którzy kochają szakszukę, ale chcą jeść mniej jajek, chociażby ze względów zdrowotnych, bo cholesterol LDL i trójglicerydy szybują w górę i lekarz rodzinny kiwa palcem „ oj, oj, oj!” za każdym razem, gdy oznacza profil lipidowy i każe natychmiast „wziąć się za siebie”.

Moja szakszuka to wersja podstawowa. Możecie dodać do niej ziemniaki, paprykę, bakłażana, cukinię i co tam jeszcze sobie wymyślicie! Teraz jest idealny, szakszukowy czas po od sierpnia do października pomidory są najbardziej aromatyczne. Zimą możecie zastąpić je pomidorami z puszki.
Jak to zazwyczaj w przypadku tego rodzaju dań bywa, inspiracją dla mnie była książka „Jerozolima” Yotama Ottolenghi i Sami Tamimi. Geanialna książka dla fanatyków i fanatyczek gotowania!

Zastanawiałam się ostatnio, czy w Poznaniu można gdzieś zjeść w pełni roślinną szakszukę na śniadanie, ale niestety nie kojarzę takiego miejsca. Jeżeli wiecie coś na ten temat to koniecznie dajcie mi znać. Jeżeli znacie takie miejsca w innych miastach to czekam na adresy w komentarzach. Przy okazji wyjazdów, czy to prywatnych czy to na kursy związane z pracą, chętnie zajrzę i zjem na śniadanie wegańską szakuszkę.
Składniki:
- 2 łyżki oliwy
- 2 łyżki harissy
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- 4 ząbki czosnek
- 1 łyżka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
- 8 pomidorów
- sól
- 200 g tofu naturalnego+ 3 łyżki sosu sojowego + 3 łyżki oliwy
- awokado,obrane, pokrojone w plastry
- grzanki
Piekarnik rozgrzewamy do 200 st.C. Tofu kroimy w 1 cm kostkę, mieszamy z sosem sojowym i olejem. Na blasze wyłożonej papierem do pieczenia wysypujemy tofu i pieczemy przez 25 minut.
W międzyczasie przygotowujemy pozostałą część dania.
Pomidory zalewamy wrzącą wodą i odstawiamy na 5 minut. Odsączamy, obieramy ze skórki. Wycinamy szypułki, usuwamy gniazda nasienne, kroimy w kostkę.
Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy harrisę (lub sos chili, który akurat mamy pod ręką), dodajemy koncentrat pomidorowy, czosnek, kmin rzymski i ¼ – ½ łyżeczki soli. Smażymy na średnim ogniu mieszając raz po raz przez ok. 4 minuty. Dodajemy pomidory. Mieszamy i dusimy razem przez 10-15 minut, aż uzyskamy gęsty sos.
Gotowy sos podajemy z awokado i tofu. Zagryzamy grzankami. Oryginalnie podaje się szakszukę na patelni, ale gdy nie przygotowujemy jej z jajkami, nie ma takiej potrzeby.


