
Pewnie nie setki razy już o tym pisałam, że ryż mogę jeść o każdej porze i pod każdą postacią. Tak się w moim życiu poskładało, że aktualnie jestem nauczycielem jogi i codziennie minimum 3 godziny spędzam na macie, co ma bardzo duży wpływ na moje odżywianie. Praktykując jogę powinno się zjeść lekki posiłek najpóźniej 2 godziny przed zajęciami, więc jak łatwo obliczyć co najmniej 5 godzin muszę mieć na tyle pożywne i lekkie „paliwo” aby podołać . Właśnie takie lekkie ryżowe dania są dla mnie zbawieniem, po książkowo 2 godziny przez praktyką zjadam taką dawkę leczniczą i drugą po zajęciach, a jest to zazwyczaj dobrze po godzinie 20, więc jest to moja lekka kolacja. Przepis na ten ryż znalazłam na opakowaniu kardamonu, nie wiem jak wy, ale za każdym razem sprawdzam co jest na nich napisanie i wielokrotnie znalazłam fajny przepis a to właśnie na opakowaniu przypraw, mąki a nawet cukru. Rzadko kiedy stosuję przepis w 100 %, często gęsto gdy znajdę ciekawy przepis to mam w lodówce 1 z 5 potrzebnych składników, ale nie biegnę od razu do sklepu tylko szukam zamienników, i tak w tym przypadku nie miałam nasion sezamu, ale miałam tahini. Ten przepis ma idealni wyważone smaki poprzez dobrane składniki, smaku zbudowany jest głównie dzięki selerowi i tahini, jest lekki i sycące, będę pewnie robić setki wariacji na jego temat . Jak wiecie mnie cała rodzina zjada taki obiad, ,mimo tego, że tylko ja jestem joginką , ale bardzo sobie chwalą, bo w sumie czy mają inne wyjście 