Kakaowy pudding chlebowy z domowego chleba żytniego na zakwasie. Pieczony z bananem, gorzką czekoladą i nerkowcami. Podany z suszonymi figami.
Kakaowy pudding chlebowy z dodatkami
2 grube kromki chleba (tu: żytni na zakwasie)
1/2 szklanki mleka (tu:sojowe)
1/2 banana
nerkowce
1 łyżeczka kakao
1 łyżeczka czekoladowego proszku budyniowego (tu: bez cukru)
ew. jakieś słodzidło/syrop
gorzka czekolada
suszone figi
Naczynie do zapiekania natłuszczamy (u mnie olejem kokosowym). Chleb kroimy na kawałki i wrzucamy do formy. Kakao mieszamy z mlekiem i proszkiem budyniowym (oraz ew. słodzidłem). Do chleba dorzucamy jeszcze pokrojonego banana, nerkowce i posiekaną gorzką czekoladę. Układamy w miarę równo i zalewamy kakaowym, mlecznym płynem. Pieczemy 35-40 minut w 180*C. Podajemy z suszonymi figami.
~*~
Wróciłam. Dopiero teraz czuję, że nie chciałam. Tam było mi dobrze. Brak ogrzewania, tylko ciepły kominek. Spokojne śniadania, bliskość rodziny, książka, zima... Zazwyczaj chcę wracać, tęsknię za moim pokojem. Ale teraz było inaczej. Wróciłam, weszłam do pokoju i poczułam się jak intruz.
Pzedwyjazdowy ból brzucha minął po dwóch dniach, na szczęście. Także później już uśmiech był prawie cały czas na ustach. Podobało mi się tam...
W domku mieliśmy kominek. Bez szybki, otwarty. Także spróbowałam sobie batata, ale z ogniska (piekarnika tam nie było)! Smakował jak połączenie słodkiej marchewki z ziemniakiem ;D Jadłam jeszcze banana z ogniska. Był dobry, ale banana najbardziej lubię surowego, bez obróbki termicznej.
Ale wróciłam. Jestem i żyję. Jednak potrzebuję zmian, nowości. W sobie i może w otoczeniu. Na początek muszę rozpocząć pewną misję. Odszukania siebie, swojej mentalności i duszy, bo gdzieś mi uciekły. Żyję i chcę nadal żyć. Życie jest piękne. Ale na dłuższą metę nie wytrzymam. Nie kiedy siebie nie znam. Muszę siebie zrozumieć i odszukać, żeby korzystać z życia w pełni, nie w połowie. Bo nie będąc sobą jest trudniej, o wiele. Tak jakby się było nikim...
A tutaj kilka zdjęć z ferii:
Zdjęcia śniadań muszą być :D (nie wszystkie)
Pierwszego dnia było najładniej. Świeciło słońce... Brakowało mi śniegu w tym roku, a tu proszę! Nawet pozjeżdżałam na sankach w tym roku i to z tatą! :)