
W małej paczce sezamów zawsze były cztery ciasteczka. Jak byłam mała rodzice często je kupowali w okolicznościach "przy kasie", doraźnie. Problem polegał na tym, że nas była trójka, a sezamków cztery. Naturalnie, każdy miał ochotę na tego ostatniego, ale wykręcał się pseudo - moralnymi pobudkami, oddając sezamka innym. Oczywiście ja, jako dziecko nie kierowałam się szlachetnością, tylko łakomstwem, dlatego też zawsze wychodziłam na tym najkorzystniej. Dzisiaj chcę zadośćuczynić za stare dzieje. Upiekłam całą pakę sezamków - łapcie!
Składniki na ok. 12 sezamków:
- 1/2 szklanki sezamu,
- 1/2 szklanki wiórków kokosowych, niesiarkowanych,
- 3 pełne łyżki miodu,
- szczypta soli morskiej.
Przygotowanie:Piekarnik nagrzać na 180 stopni. Sezam wymieszać z wiórkami kokosowymi. Wlać miód i wsypać szczyptę soli. Dokładnie wymieszać. Wyłożyć do małej formy, wyłożonej papierem do pieczenia. Piec 15 minut w systemie góra - dół. Wyjąć i pozostawić do całkowitego wystudzenia, schować do lodówki. Jak ciasteczka zastygną, pokroić ostrym nożem na małe prostokąciki. Zawinąć w papier lub celofan. Przechowywać w lodówce.
Muszę dodać, że przepis nie jest tradycyjną recepturą na sezamki z dwóch prostych powodów. Po pierwsze do tradycyjnych ciasteczek sezamowych nie dodaje się kokosu, a miód, jeśli występuje, to jedynie jako dodatek smakowy. Konsystencję i słodycz sezamków uzyskuje się przez karmelizowanie cukru. Po drugie, znane nam łakocie nie są wcale pieczone. Tradycyjne podania ze wschodu mówią, że po uzyskaniu karmelowej masy należy dodać do niej sezam i delikatnie mieszając, łączyć ją ze sobą. Następnie masę wykłada się na blat czy formę do chłodzenia i rozwałkowuje się pod pergaminem.
Z podanych w przepisie składników możecie zrobić zarówno wersję pieczoną, jak i "gotowaną". Obie wyjdą i będą smakować tak samo. Gotowana masa dużo łatwiej i równomierniej rozłoży Wam się w formie, jednak duża ilość miodu sprawi, że musimy być bardzo czujni, aby masa się nie przypaliła ani nie przywarła.
Tak przygotowane łakocie możecie traktować jako deser lub przekąskę w ciągu dnia. Możecie bez obaw podać je dzieciom czy gościom na przyjęciu - słowo, że zachwycą absolutnie wszystkich. Nie przejmujcie się, jeśli jesteście na diecie. Ciasteczka są tak słodkie, że nie ma szans, że sięgniecie po więcej, niż jedno. Poza tym, sezam i kokos są niesamowicie zdrowe, bogate w witaminy i minerały. Ponadto deser nie zawiera żadnego dodatku tłuszczu poza tym, który naturalnie znajduje się w sezamie i kokosie oraz jest słodzony wyłącznie miodem. Jeśli chcecie, możecie też spróbować przyrządzić wersję z syropem z agawy, klonowym czy ryżowym. Efekt może być równie pyszny.
Warto eksperymentować nie tylko ze sposobem dosładzania, ale tez składem. Arabowie dobrze wiedzieli co robią, dodając do sezamowych ciasteczek orzechy czy suszone owoce. Zależnie od preferencji możecie nadawać im różne grubości, rozmiary i kształty. Dobrze też sprawdzą się jako batony.
Powoli po powrocie z ostatniej części urlopu zabieram się za powrót do rzeczywistości. Zdjęcia z Kuby stanowczo zbyt ślamazarnie ściągają się na komputer. Rum, cygara i drewniany samochód dumnie zdobią mój regał, a myśli powoli zamieniają się w okrągłe wersety i zdania. Ostatecznie mam tyle do opowiedzenia! Póki co jednak muszę wrócić do nieco mniej przyjemnych (albo przyjemnych inaczej) spraw związanych z uczelnią, a szczególnie historią Kanady.
Z tyłu głowy mam już jednak plany na Wielkanoc i cudowny tydzień w Sewilli. Podobno Hiszpanie zupełnie inaczej spędzają okres świąteczny, niż my. Mówię "podobno", bo - wstyd się przyznać - jeszcze nigdy nie byłam na Półwyspie Iberyjskim w trakcie Wielkanocy. Nie mówię, że to blamaż nie spędzać świąt w Hiszpanii, a jedynie, że ja ich jeszcze nie widziałam - już prawie ziberyzowana Polka, która co przysłowiowe trzy dni pędzi do Malagi czy Madrytu. Tak oczy owak, jestem przygotowana na zmierzenie się z przeżyciem świąt niemalże laicko, popijając piwko w kawiarence na ulicy, czekając na przechodzące procesje. Będzie upał Andaluzji, będzie jedzenie, wreszcie - będzie cała moja rodzina. I to cała bez kozery - tym razem nie zabraknie ani moich rodziców, ani rodziny Alvaro. A co tam, razem będziemy popijać to nasze... piwko.