Dawno się nie czepiałam, a więc dziś....aby tradycji stało się zadość. :) Jakiś czas temu oglądałam polski program kulinarny. Osoba w nim gotująca, uchodząca za autorytet w tej dziedzinie, przyrządzała jakąś zupę z dużą ilością warzyw. Kroi poszczególne warzywa i bierze do ręki COŚ o czym mówi....i nie żałujemy pietruszki. I wszystko byłoby w porządku gdyby to była pietruszka, a nie pasternak. Ja rozumiem presja czasu, nagranie, ludzie za taką gwiazdę robią masę rzeczy, ale poza brylowaniem na ekranie i machaniem nożem warto znać produkty których się używa. Zdaję sobie sprawę, że większość ludzi nie rozróżnia pietruszki od pasternaku, nie ma sprawy. Ale chcąc być ekspertem na szeroką skalę, udzielając lekcji gotowania warto wiedzieć co się je i o czym się mówi.
Dziś kolejny z leniwych - szybkich przepisów. Chyba każdy zapiekał parówki w cieście francuskim i mimo że to banalnie proste to naprawdę smaczne. Takie nic, a ma swoich zwolenników, ja też czasem nim jestem.
Jednak dziś postanowiłam się pobawić i zrobić wersję troszkę bardziej wyszukaną.
3 cienkie parówki
opakowanie ciasta francuskiego
kilka pomidorków koktajlowych
Parówkę przykładamy do ciasta u ucinamy pasek na jej długość. Owijamy ją ciastem tak aby końce za siebie zachodziły. Następnie ostrym nożem kroimy 1 cm - 1,5 cm krążki.
Cienkim paskiem ciasta owijamy pomidorki, układamy na środku a w koło obkładamy krążkami z parówką, starając się taj je układać aby łączenie ciasta było do środka i lekko dociskamy.
I tak aż do wykorzystania składników. Układamy na blasze wyłożonej papierem lub folią do pieczenia, wstawiamy do gorącego ( 200 stopni) piekarnika i pieczemy aż się ładnie zarumienią.
W tym wypadku nie smarujemy jajkiem, takie posmarowane szybko łapie kolor i łatwo można przypalić. A nam chodzi o to aby ciasto się ładnie przepiekło do samego środka.
Fakt, całość jest bardzo delikatna i krucha, ale dużo bardziej efektowna niż całe parówki zawinięte w ciasto.