Kochani, zacznę od podziękowań! Wszystkim, którzy trzymali kciuki, przesyłamy meeeega buziaki! Okazało się, że Vivien ma tylko nietolerancję (alergię), więc jest jeszcze dla nas nadzieja. Musimy się co prawda znowu nastawić na tryb pieczenia dla niech w domu chleba i zrobić zapasy bezglutenowych mąk, ale jest nam już o wiele łatwiej, bo mamy świadomość, że nawet jeśli czasami zje coś zanieczyszczonego glutenem to nie będzie to miało jakiegoś wielkiego wpływu na jej późniejsze zdrowie. Dostaliśmy antybiotyk regulujący pracę jelit, ale… No właśnie, coś jeszcze jest nie tak i szykuje nam się próbny miesiąc bez nabiału i kolejne badania w kierunku białka. W związku z tym mam do Was pytanie, jesteście zainteresowani nową serią postów na blogu? (powiedzmy 5-6 postów) z kilkoma przykładowymi jadłospisami (bez nabiału i bez glutenu, takimi typowo dla dzieci, albo też dla dorosłych)? Co Wy na to? Koniecznie dajcie znać w komentarzach.
Tymczasem przejdę do dzisiejszego bohatera, a właściwie bohaterów, bo jest ich czworo. Mowa tu o owocowych (+jednym owocowo-warzywnym) batonikach Frupp od Celiko.
Długo zwlekaliśmy z ich spróbowaniem, trochę przez wzgląd na to, że młoda miała obowiązkowe pół roku na diecie z glutenem, a trochę dlatego, że w internecie opinie na ich temat są bardzo podzielone. Aż w końcu idąc wczoraj z maluchami załatwiać sprawy „na mieście” wrzuciłam 4 warianty do torebki (żeby coś przekąsić w przerwie) i poszliśmy w trasę. 